Optymizm tak, ale ostrożny

Dynamika polskiego PKB gospodarki przekroczyła pod koniec zeszłego roku 5%. To bardzo dobry wynik, pozwalający z optymizmem spojrzeć na przyszłość GPW. Największym zagrożeniem jest ryzyko korekty na Wall Street.

Imponujące tempo

Polska gospodarka zakończyła zeszły rok mocnym akcentem. Według wstępnych szacunków GUS w IV kw. 2017 r. wzrost PKB przyspieszył do 5,1% r/r. To najlepszy wynik od 2011 r. Tuż przed publikacją apetyty były wprawdzie nieco większe (prognozowano 5,2% r/r), ale tempo i tak jest imponujące. Na starcie 2017 r. nikt nawet nie podejrzewał, że może być ono takt wysokie. Prognozy Banku Światowego, OECD czy Komisji Europejskiej wahały się w okolicach 3,1-3,4%. Nawet oficjalne założenia budżetu, które wydawały się wtedy bardzo śmiałe, zakładały jedynie wzrost 3,6%.Dopiero w trakcie roku prognozy stopniowo podnoszono.

 

Mocne fundamenty

Jakie to ma przełożenie na GPW? Wraz ze wzrostem gospodarczym poprawia się sytuacja ekonomiczna Polaków. Rodacy więcej zarabiają i więcej wydają. To przekłada się na poprawę wyników giełdowych spółek.  Ich akcje stają się relatywnie tańsze (obniża się wskaźnik C/Z), spółki mogą też więcej wypłacić akcjonariuszom w formie dywidendy. To tworzy potencjał do wzrostu kursów.

 

To może jednak nie wystarczyć

Silna gospodarka to warunek niezbędny, ale nie jedyny. Równie ważne jest podtrzymanie pozytywnej koniunktury globalnej na rynkach akcji. A hossa na Wall Street hossa trwa już nieprzerwane od 9 lat i pojawia się coraz więcej głosów, że akcje amerykańskich spółek są przewartościowane. W tej sytuacji nie potrzeba wiele, by rozpoczęła się realizacja zysków, co grozić będzie przynajmniej głęboką i bolesną korektą. Ostrzeżenia przed takim rozwojem sytuacji pojawiły się na początku miesiąca, kiedy amerykańskie indeksy gwałtownie zanurkowały. Pretekstem były obawy przed szybkim zacieśnianiem polityki pieniężnej w USA.

Pokory uczy też historia. Trzeba bowiem pamiętać, że podczas poprzedniego cyklu koniunkturalnego najlepszy wynik polska gospodarka uzyskała w I kw. 2007 r. (7,5% r/r). Kondycja gospodarki światowej wyglądała równie dobrze, ale pod mocnymi danymi ukrywał się już zalążek globalnego kryzysu finansowego. Jak widać na poniższym wykresie, zaledwie kilka miesięcy później, w lipcu 2007 r. WIG wyznaczył szczyt i rozpoczęła się blisko 2-letnia bessa. Dopiero niedawno WIG zdołał powrócić w pobliże tamtych poziomów.

Owszem, powtórzenie tego scenariusza wydaje się w tej chwili mało realne. Ale niemożliwe też nie jest. Na początku obecnego tygodnia poznaliśmy najnowsze wartości indeksów PMI dla strefy euro. Zarówno w przypadku przemysłu, jak i sektora usługowego odczyty wypadły słabiej niż przed miesiącem i poniżej prognoz. Indeksy PMI to wskaźniki wyprzedzające koniunktury gospodarczej. Wygląda na to, że w nadchodzących kwartałach wzrost gospodarczy w strefie euro wytraci impet. Nie sposób w tej chwili ocenić, czy będzie to tylko chwilowe przyhamowanie, czy też dłuższe spowolnienie, a może nawet zapowiedź poważniejszych problemów. Więcej będzie można powiedzieć po kolejnych odczytach w następnych miesiącach. Co istotne, słabsze perspektywy dla strefy euro pokrywają się z oczekiwaniami wobec rodzimej, polskiej gospodarki. Ekonomiści zakładają, że tempo wzrostu polskiego PKB również spadnie. Indeks PMI dla polskiego przemysłu poznamy w przyszły czwartek, 1 marca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.