Rynki lubią być przekorne

W ostatnich miesiącach mieliśmy dwa bardzo ważne wydarzenia, które ukształtowały koniunkturę na światowych giełdach akcji. Problem w tym, że rynki zachowały się dokładnie odwrotnie niż tego oczekiwali inwestorzy, a przynajmniej ich zdecydowana większość. To najlepszy dowód na to, że w kluczowych momentach tłum zazwyczaj się myli.

Miała być zapaść…

Wydarzenie roku było czerwcowe referendum, w którym Brytyjczycy decydowali o swojej przyszłości w zjednoczonej Europie, drugim w kolejności prezydenckie wybory w USA. W pierwszym przypadku warunkiem podtrzymania pozytywnej koniunktury na giełdach miała być decyzja o pozostaniu Wielkiej Brytanii w strukturach Unii, w drugim wybór kandydatki Demokratów, Hilary Clinton. Przeciwne rozstrzygnięcia miały doprowadzić do tąpnięcia na giełdach, a nawet dłuższych ruchów spadkowych. Tak przynajmniej sądziła większość ekspertów.

…a wyszło dokładnie odwrotnie

Sondaże publikowane tuż przed głosowaniami pokazywały lekką przewagę zwolenników pozostania w Unii (referendum)  oraz Hillary Clinton (wybory). Tym większe było zaskoczenie, gdy wyniki okazały się zgoła odmienne. Jak odpowiedziały rynki? Pierwsza reakcja była zgodna z założeniami. Giełdowe sesje w Azji i Europie rozpoczęły się od głębokich spadków. Niemiecki DAX po Brexicie otworzył z blisko 10% luką, tak samo nasz WIG20. Emocje okazały się jednak wyjątkowo złym doradcą. Czas pokazał, że dokładnie wtedy na wykresach większości giełdowych indeksów ubite zostało twarde dno. Co więcej, był to początek stabilnych wzrostów, które zdominowały kolejne miesiące. Najszybciej rosła giełda londyńska, czyli ta, która teoretycznie miała najbardziej ucierpieć. Po amerykańskich wyborach wygląda to podobnie, choć skala jest mniejsza. A kto zyskuje teraz najbardziej? Oczywiście Wall Street.

Dax po brexicie i wyborach w USA

Zachowanie niemieckiego Dax-a po brexicie i wyborach w USA

Zamów bezpłatny newsletter, a będziesz otrzymywał na swojego maila ciekawe artykuły o inwestowaniu.

Podejście kontrariańskie

Wnioski? Rynki nie zawsze zachowują się tak, jak oczekuje tego większość. Szczególnie często myli się ona w momentach zwrotnych. Działanie wbrew tłumowi może wtedy przynieść spore korzyści.  To właśnie o tym mówią znane giełdowe powiedzenia: „sprzedaj kiedy wszyscy kupują, kupuj gdy wszyscy sprzedają” czy „kupuj, gdy leje się krew”. W tym samym tonie wypowiada się tez bodaj najbardziej znany inwestor giełdowy Warren Buffet: ” bój się, gdy inni są chciwi i bądź chciwy, gdy inni się boją”.

Takie podejście ma swoją nazwę: kontriarianizm. W ogólnym zarysie opiera się ono na założeniu, że „gdy wszyscy myślą podobnie, prawdopodobnie się mylą”. Tak podsumował koncepcję kontrarianizmu jej wynalazca – Humphrey B. Neill. Przekładając to na język giełdy – kiedy większość jest jednomyślna, należy inwestować dokładnie w przeciwnym kierunku.

Ma to swoje logiczne wytłumaczenie. Podzielmy inwestorów na trzy grupy: optymistów, pesymistów i niezdecydowanych. Na początku giełdowej hossy nastroje są kiepskie i tylko nieliczni (niepoprawni optymiści? ryzykanci? giełdowi geniusze?) decydują się na zakup akcji. Pozostali stoją w boku i trzymają pieniądze w bezpiecznym miejscu. Zdecydowanie przeważają wtedy pesymiści. Kiedy ceny pod wpływem popytu ceny zaczynają rosnąć, inwestorzy zmieniają nastawienie i stopniowo wchodzą na rynek. Razem z nimi na giełdę trafia kapitał, który będzie paliwem dla stabilnego trendu wzrostowego. W ten sposób z biegiem czasu liczba optymistów się rozrasta, a nieprzekonanych i pesymistów zawęża. Kiedy przeważająca większość wierzy w wieczną hossę i kupiła już akcje, kapitału do dalszego podbijania cen nie ma już skąd czerpać. Często jest to moment zwrotny i zapowiedź radykalnej zmiany. Scenariusz taki jest zresztą w pełni zgodny z psychologią giełdy w teorii Elliotta – hossa kończy się, gdy do rynku dołączają ostatni niezdecydowani i osoby wcześniej giełdą niezainteresowane. W przypadku bessy sytuacja jest oczywiście odwrotna.

Emocje można zmierzyć i wykorzystać

Prawidłowość ta została nie tylko opisana teoretycznie, ale i sprawdzona praktycznie. Efekty były na tyle obiecujące, że emocje zaczęto mierzyć. A dokładnie mierzy się nastroje giełdowych inwestorów, by wytypować krytyczne momenty trendu i potencjalne punkty zwrotne. W Polsce zajmuje się tym Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Na podstawie ankiet co tydzień określana jest liczba giełdowych optymistów, pesymistów i niezdecydowanych. Na tej podstawie obliczany jest  i co czwartek publikowany Indeks Nastrojów Inwestorów. O interpretacji i wykorzystaniu wskaźnika przeczytać można w naszych wcześniejszych wpisach: https://www.edukacjagieldowa.pl/2011/07/emocje-mozna-wykorzystac/ i tutaj: https://www.edukacjagieldowa.pl/2016/02/wskaznik-sentymentu-rynku/.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.