Czym jest rating kredytowy i czemu jest taki ważny?

Tematem przewodnim ostatnich dni jest rating kredytowy Polski. W piątek agencja Moody’s dokona aktualizacji swojej oceny naszego kraju. Obniżenie ratingu niesie ryzyko pogłębienia spadków na GPW, ale tak wcale być nie musi. Ostatnio w takiej sytuacji rynek wyznaczył dno, po czym odbił mocno w górę.

Do czego potrzebne są agencje ratingowe?

Agencje ratingowe to prywatne instytucje oceniające wiarygodność wszelakiego rodzaju podmiotów pożyczających pieniądze na wolnym rynku. Badają one zdolność danej firmy, państwa czy też samorządu do zwrotu zaciąganej pożyczki. Dzięki temu inwestorzy nie muszą zagłębiać się w księgi rachunkowe i studiować sytuacji finansowej dłużnika. Innymi słowy: jeśli chcemy kupić obligacje, wystarczy że rzucimy okiem na krótką, trzyliterową ocenę wystawianą przez agencje by dowiedzieć się jak duże jest ryzyko, że nie otrzymamy naszych pieniędzy z powrotem. Przynajmniej teoretycznie, bo w przeszłości różnie z tym bywało. Ale o tym później.

Zasada jest prosta: im wyższy rating tym większa wiarygodność dłużnika. Wysoka ocena powinna dawać inwestorowi pewność, że jego pieniądze są bezpieczne. Dłużnik z kolei może dzięki niej pożyczać taniej i więcej.

 

Wielka trójka

Pierwsze agencje ratingowe powstały już w połowie XIX wieku oczywiście w USA, gdzie rynki finansowe rozwijały się najszybciej.  Zapotrzebowanie na ich usługi ujawniło się w czasach Wielkiego Kryzysu w latach 30-tych zeszłego wieku, kiedy to zdecydowana większość obligacji nie została wykupiona na pierwotnie zakładanych warunkach. W erze globalizacji rola agencji jeszcze wzrosła. Obecnie na świecie działa ponad setka agencji ratingowych, ale powszechnie znana jest tzw. „Wielka Trójka”: Standard&Poor’s, Moody’s i Fitch. Zdominowały one rynek szczególnie w zakresie obligacji skarbowych i dziś trudno znaleźć kraj, który nie jest przez nie oceniany.

 

Agencje też się mylą

Trzeba zdawać sobie sprawę, że agencje nie są wyrocznią. Ich historia naznaczona jest błędami i omyłkami, z których niektóre były szczególnie spektakularne.  Ocena amerykańskiego Enronu (swego czasu jedna z największych firm energetycznych na świecie) została ścięta poniżej poziomów inwestycyjnych dopiero na 4 dni przed bankructwem. Podobnie było z rankingiem Argentyny, który obniżono na dwa tygodnie przed ogłoszeniem przez ten kraj niewypłacalności. Agencje oskarżane są m.in. o współodpowiedzialność za ostatni kryzys finansowy. Przez długi czas nadawały one najwyższą ocenę ryzykownym instrumentom finansowym opartym o tzw. kredyty subprime, usypiając tym samym czujność rynków. Przyczyniły się tym samym do napompowania bańki na rynku nieruchomości, która potem pękła z hukiem, rozlewając się na cały świat. Skutki odczuwamy do dziś. Agencjom zarzuca się też napędzanie kryzysu. Obniżenie ratingu Grecji odstraszyło inwestorów od jej obligacji i Grecy nie byli już wstanie unieść ciężaru swojego długu.

 

Konsekwencje dla budżetu państwa i naszych portfeli

Pomimo tych zastrzeżeń agencje ratingowe znajdują się w centrum zainteresowania rynków finansowych. Od ocen przez nie nadawanych uzależnione są inwestycje międzynarodowych instytucji dysponujących potężnymi kapitałami. Stąd zmiana ratingu kraju może odbić się na finansach państwa, ale i w kieszeni jego obywateli.

Obniżenie oceny może przełożyć się na większe oprocentowanie obligacji skarbowych i państwo będzie zmuszone płacić więcej za pożyczane pieniądze. Obsługa długu będzie więc kosztowniejsza. Ucierpieć może też krajowa waluta, co automatycznie powiększy dług w walutach obcych. To samo tyczy się przedsiębiorstw, które zaciągają pożyczki na rynkach międzynarodowych.  Stracić może też przeciętny Kowalski. Najszybciej odczuć mogą to „frankowicze”. Jeśli kurs szwajcarskiej waluty znowu poszybuje w górę, będą musieli spłacać wyższe raty kredytów. Więcej trzeba będzie płacić też za importowane produkty (np. elektronikę), droższe będzie tankowanie i wakacje zagranicą. Ucierpieć może też GPW. Zagranicznie inwestorzy będą z mniejszą ochotą kupować polskie akcje, co może osłabić ich rynkowa wycenę.  Tę tendencje widać zresztą już w notowaniach spółek z WIG20.

 

A co z GPW?

Giełdowych inwestorów uspokajać może fakt, że gdy w połowie stycznia swoją ocenę dla Polski obniżyła agencja Standard&Poor’s, giełdowe indeksy wyznaczyły dna i zaraz potem ruszyły w górę. Możliwe więc, że piątkowa decyzja Moody’s jest już w cenach i nie spowoduje tąpnięcia GPW. Nie trzeba chyba dodawać, że jeśli do obniżki jednak nie dojdzie, ceny polskich akcji powinny skoczyć dynamicznie w górę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.