Czy Cameron ma rację?

W trakcie niedawnego szczytu G20 w Australii David Cameron ostrzegł: „na tablicy rozdzielczej światowej gospodarki znowu świecą się czerwone lampki”. Premier Wielkiej Brytanii miał na myśli kolejne sygnały zwiastujące problemy, w szczególności w strefie euro. 

 

W artykule do Guardiana wprost zapowiada, że strefa euro będzie musiała zmagać się z kolejną falą kryzysu, którego najważniejszymi problemami będzie wysokie bezrobocie, spowolnienie wzrostu gospodarczego i deflacja.

Obawy o sąsiada.

Niemcy, główny motor napędowy europejskiej gospodarki, spowalniają. Listopadowe dane indeksu PMI nie pozostawiają złudzeń. Zanotowano spadek z 51,4 pkt. do 50 pkt. Jest to poziom oddzielający ożywienie od recesji. Wynik ten jest także znacznie poniżej oczekiwań ekonomistów, którzy prognozowali wzrost do 51,5 pkt. Równie negatywnie zaskoczył usługowy PMI, spadając w listopadzie do 52,1 pkt. z 54,4 pkt. miesiąc wcześniej, podczas gdy prognozowano jego wzrost do 54,5 pkt. Kolejnym problemem jest wzrost gospodarczy , który w ujęciu r/r będzie dodatni, jednak prognozowana dynamika jest zbyt niska, by mówić o zażegnaniu stagnacji największej europejskiej gospodarki.

Prognozy na 2015 rok także nie napawają optymizmem. Z analizy gospodarczej Bundesbanku i Instytutu Niemieckiej Gospodarki (IW) w Kolonii wynika, że Niemcy powinny nastawić się na okres słabszego tempa wzrostu PKB wskutek wstrzemięźliwej postawy przedsiębiorstw unikających inwestycji i zwiększania zatrudnienia. Także według dyrektora niemieckiego Instytutu Gospodarki Niemieckiej Michaela Hüthera „niemiecką gospodarkę czeka dłuższy okres słabego wzrostu”. Na jego ocenę wpływa konflikt ukraiński i związane z nim sankcje, brak wyraźnego ożywienia w strefie euro oraz słabszy wzrost krajów wschodzących bezpośrednio wpływających na niemiecki eksport. Niemieckie spowolnienie gospodarcze bezpośrednio wpływa na wzrost gospodarczy Polski oraz nastroje nad Wisłą.

 

rys1

Indeks PMI (w pkt., lewa oś) i produkcja przemysłowa Niemiec (w proc., prawa oś).

Płomykiem nadziei mogą być dla Niemiec dobre wiadomości z 24 listopada dotyczące indeksu IFO, który wzrósł 104.7 z 103.2 w październiku. Jest to o tyle zaskakujące, że PMI zanotował spadek, a IFO wzrost wbrew oczekiwaniom ekonomistów, podczas gdy oba indeksy wskazują aktywność gospodarczą i mają charakter wyprzedzający koniunkturę.

rys2

 

Indeks IFO.

 

Greckie deja vu czyli włoskich problemów ciąg dalszy

Zgodnie media i prasa ekonomiczna informują o tym, że trzecia gospodarka strefy euro została gospodarczym ogniskiem zapalnym w regionie. Faktycznie, sytuacja dzisiejszych Włoch przypomina Grecję sprzed kryzysu, a polityka Rzymu nie odbiega od metod stosowanych przez greckich polityków charakteryzujący się rozrzutnością, korupcją i ogólną niewydolnością systemu politycznego, m.in. w kwestii reform. Jak pisze ‘’Economist’’ „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu” i miejscem, w którym znów może się rozpocząć panika, są Włochy. Dług publiczny znacznie przekracza poziom sprzed kryzysu i sięga 134 proc. PKB – to mniej więcej tyle, ile wynosiło zadłużenie rządu Grecji w 2009 roku, gdy kraj ten popadł w kolosalne tarapaty – przypomina brytyjski tygodnik.

Dane z ubiegłego tygodnia dowodzą, że Włochy weszły w recesję; w trzecim kwartale gospodarka skurczyła się o 0,1 proc. To trzecia recesja od 2008 roku – podkreśla Reuters. Recesje jeszcze lepiej obrazuje fakt, że jest to jedenasty spadek w okresie ostatnich trzynastu kwartałów.

Co ciekawe, według niektórych, Włochy w ogóle nie poradziłyby sobie z kryzysem zadłużenia gdyby nie Mario Draghi. Paul Krugman, noblista i publicysta „’NYT” uważa, że to dzięki gwarancjom i zapewnieniom EBC rentowność włoskich obligacji utrzymuje się na niskim poziomie. Eksperci są jednak zgodni z tym, ze obecne oprocentowanie 10-letnich papierów na poziomie niewiele ponad 2% może się szybko zmienić. Wpływ prezesa EBC był widoczny po wypowiedzi z 21 listopada, dotyczącej zwiększenia QE, gdy poziom rentowności, nie tylko, włoskich obligacji spadł do rekordowego poziomu.

rys3

Dług publiczny Włoch

 

 

Jeżeli największe gospodarki europejskie nie zaczną ujarzmiać rosnącego deficytu oraz długu publicznego, a próby kolejnych reform nie przyniosą skutków z powodu oporu politycznego, to David Cameron będzie miał rację a skutki odczują kieszenie nas wszystkich.

 

materiał opracował Dawid Byledbał, praktykant ING Securities S.A.

 

Niniejsza publikacja jest publikacją handlową, została przygotowana przez ING Securities Spółka Akcyjna w Warszawie wyłącznie w celach informacyjnych i nie stanowi rekomendacji w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715). ING Securities Spółka Akcyjna w Warszawie dołożyła należytej staranności w celu zapewnienia, iż zawarte informacje nie są błędne lub nieprawdziwe w dniu ich publikacji, jednak ING Securities Spółka Akcyjna w Warszawie i jej pracownicy nie ponoszą odpowiedzialności za ich prawdziwość i kompletność, jak również za wszelkie szkody powstałe w wyniku wykorzystania niniejszej publikacji lub zawartych w niej informacji.

2 komentarzy

  1. avatar
    Mariusz Puchałka,

    Jak widać po indeksie DAX, utrzymujące się środowisko kryzysowe nie wpływa deprymująco na inwestorów z Europy Zachodniej. Rynek wierzy w działania EBC, tak samo jak Wall Street w moc FEDu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.