O słabości naszej raz jeszcze. Koniec bliski?

           Tegorocznej niemocy GPW poświęciłem już ostatni wpis, ale że problem to dla rodzimych inwestorów kluczowy i bynajmniej od tego czasu w oczy kłuć nie przestał, postanowiłem przyglądnąć mu się raz jeszcze. Tym razem przez pryzmat twardych liczb i doświadczeń przeszłości. 

           Za punkt odniesienia przyjąłem niemieckiego DAX-a, jako że to sztandarowy przedstawiciel rozwiniętych rynków zachodnioeuropejskich, a nasza gospodarka z niemiecką powiązana jest najściślej. Wystarczy teraz porównać tygodniowe stopy zwrotu niemieckiego indeksu z naszym WIG-iem 20, a potem wyciągnąć z tego 56tyg. średnią w celu wygładzenia danych. W ten sposób otrzymujemy wykres obrazujący nam relatywną siłę bądź słabość WIG-u20 wobec DAX-a na przestrzeni ostatnich dwunastu lat (ograniczenie narzuciła duża chwiejność GPW w latach wcześniejszych).

25.04.12 - slabosc

            Widać na nim, że przez zdecydowaną większość tego czasu różnica w zachowaniu obu indeksów zamykała się w przedziale od –0,5% do 0,5%. Korelacja między giełdami jest więc spora, a sytuacje kiedy oba indeksy rozjeżdżają się bardziej, zdarzają się rzadko i są zazwyczaj krótkotrwałe (wyjątkiem jest wyjątkowo duża i długo utrzymująca się  siła GPW w pierwszej połowie 2003r.). Sama końcówka krzywej potwierdza też wyjątkową słabość w pierwszych miesiącach obecnego roku, w następstwie której wykres sięgnął skrajnego obszaru.

            Teraz pora na historyczne analogie. Po 2000r. podobna sytuacja zdarzyła się tylko dwukrotnie, na początku 2001r. (bessa po pęknięciu bańki internetowej i roku 2009 (bessa spowodowana kryzysem finansowym). Słabość ta ma swoje logiczne uzasadnienie. W chwilach niepokoju najmocniej cierpią bowiem rynki wschodzące, a do takich właśnie wciąż jesteśmy zaliczani przez globalny kapitał. Poniższy wykres pokazuje, w którym miejscu znajdował się wtedy WIG20:

25.04.12 - slabosc (2)

            W obu przypadkach wykres obrazujący wzajemne relacje obu indeksów wchodził w strefę powyżej 0,5% po dwa razy (linia przerywana i ciągła na wykresie WIG20). Skrajna słabość WIG-u20 wobec niemieckiego DAX-a poprzedzała zaś ostatnią falę wyprzedaży akcji na warszawskiej giełdzie, po której rysowało się dno, będące początkiem trendów wzrostowych. Równocześnie nasza giełda wracała do łask inwestorów i dysonans wobec rynków rozwiniętych zaczął się zmniejszać, by ostatecznie zamienić się w nasza przewagę. Nic dziwnego, wszak w czasie prosperity rynki wschodzące oferują dużo większą potencjalną stopę zwrotu. Idąc tym historycznym tropem, powinniśmy teraz liczyć się jeszcze z ryzykiem jeszcze jednej fali przeceny, ale finał powinien być pozytywny i prowadzić do wyznaczenia ostatecznego dołka.

            Czy i teraz ten schemat się powtórzy? Zobaczymy. Dwie obserwacje to za mało, by wysnuwać wnioski o trwale obowiązującej zasadzie. Po drugie w poprzednich przypadkach cały świat szedł w jednym kierunku, a teraz my spadaliśmy, podczas gdy inni wytrwale rośli. Niemniej nasza relatywna słabość kiedyś musi się skończyć. Jeśli światowa gospodarka się nie załamie, a niepokoje ucichną, wróci moda na wiekszą akceptację ryzyka i wczesniejsza słabośc przerodzi się w siłę.

Jeden komentarz

  1. avatar
    przekonany,

    no prosze, prosze. przyznam, ze kiedy pierwszy raz czytalem ten tekst, przedstawiony tu scenariusz wydawal mi sie malo realny. a jednak wyglada na to, ze sprawdza sie idealnie. chyle czola…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.