Światy równoległe

            Istnieją obok siebie, w tej samej chwili i niemal w tej samej przestrzeni.  Wiele je łączy, ale to różnice decydują o przebiegu zdarzeń i końcowym efekcie. A ten nigdy nie jest taki sam.

          W ramach wstępu –  trzy wykresy, które zakreślą temat niniejszego wpisu:

Dobrze, a nawet bardzo dobrze:

 28.03.12 - światy...

 

 średnio, aczkolwiek całkiem nieźle:28.03.12 - światy.. (2)

wyjątkowo słabo: 

 

28.03.12 - światy.. (3)

            To są właśnie tytułowe światy równoległe. Najwyższy, a zarazem najlepiej się prezentujący, odwzorowuje ceny i nastroje na giełdzie amerykańskiej. Niżej mamy niemieckiego Dax-a, czyli reprezentanta rozwiniętych rynków europejskich. Na samym dole grupujący największe spółki rodzimej giełdy WIG20. Do połowy 2011r. wszystko w zasadzie wygląda tak samo. Trzeba jednak dużo samozaparcia lub słabego wzroku, żeby przeoczyć zasadnicze różnice, które pojawiły się w późniejszym okresie. Amerykański Dow Jones właśnie podnosi maksima trendu wzrostowego narodzonego na początku 2009r., sytuacja jest tu zatem jednoznacznie pozytywna. Giełdy Europy Zachodniej są wyraźnie w tyle, wspinając się dopiero w kierunku szczytów. My w tym zestawieniu wypadamy najsłabiej, od ośmiu miesięcy nie mogąc uporać się z szerokim ruchem bocznym, który zdusił WIG20 pod poziomem 2450pkt.

            Skoro tak długo wszystko toczyło się podobnie, skąd wynikają późniejsze odmienności? Wyjaśnienie różnic w przypadku giełd zachodnioeuropejskich i Wall Street wydaje się stosunkowo proste. Gospodarka amerykańska powoli, ale jednak stabilnie rośnie, a jeszcze niedawne ryzyko nawrotu recesji pozostało już mglistym wspomnienie (według ostatnich danych w IV kw. PKB podniosło się o 3% w ujęciu annualizowanym). W razie słabnięcia gospodarki giełda ma za plecami Fed, zapewnia o gotowości pomocy, co sprowadzać będzie się zapewne do zasypania rynku nową porcję świeżych dolarów. Miłe bykom efekty znane są z poprzednich odsłon QE.

            Europa przytłoczona jest natomiast kryzysem zadłużenia, który przełożył się na delikatny na razie spadek PKB (wstępne dane za IV kw. 2011r. mówią  o 0,3% k/k), a prognozy zakładają też lekką recesje w całym 2012r. Prognozy aktualne w tej chwili, trzeba zaznaczy, bo te stale się zmieniają i to na niekorzyść europejskiej gospodarki. Nic dziwnego, że kapitał wybiera więc Stany.

            No dobrze, a co z nami? Przecież nas recesja nie liznęła nawet w najcięższych dla świata chwilach, a rodzima gospodarka na tle Europy prezentuje się nadzwyczaj dobrze. Słabość GPW częściowo tłumaczy poniższy wykres:

28.03.12 - światy.. (4)

           Pomarańczowym kolorem jest na nim zaznaczony przebieg MSCI World Index (indeks grupujący akcje rynków rozwiniętych), zielonym zaś MSCI Emerging Markets Index (rynków wschodzących). Z ich zachowania widać, że do połowy zeszłego roku giełdy z rozwijających się gospodarek radziły sobie bardzo dobrze, przebijając nawet osiągami dojrzalszych współbraci.  Wszystko zmieniło się razem z sierpniowym załamaniem. Tradycyjnie w chwilach niepewności pieniądze uciekać zaczęły ku bezpieczniejszym przystaniom, jakie oferują stabilne gospodarki zachodnie. My wciąż jesteśmy na dorobku i cierpimy razem z innymi wrzuconymi do worka „Emerging Markets”.

            W pewnym sensie przemawia za tym również rozkład sił na rodzimym parkiecie. Małe i średnie spółki napędzane głównie przez rodzimy kapitał zachowują się w ostatnich miesiącach zdecydowanie lepiej od tych największych, na których karty rozdaje zagranica. Zarówno sWIG80, jak i mWIG40 na przełomie roku zdecydowanie parły w górę, podczas gdy WIG20 od końca lutego nie może uporać się z nużącą korektą spadkową. Jeżeli do tego dołożymy nawis podażowy, jaki nad największymi spółkami tworzy chętny do sprzedaży swych udziałów Skarb Państwa, dodatkowe obciążenia podatkowych dla spółek wydobywczych (listopadowe tąpnięcie w notowaniach KGHM) czy odcięcie strumienia pieniędzy napływających od OFE, mamy gotową receptę na słabość, której odbicie widzimy na GPW.

            Czy i kiedy to  może się zmienić? Idąc tropem powyższych rozważań pierwszym warunkiem odzyskania siły i odrabiania naszych zaległości narosłych względem Zachodu wydaje się być zatem poprawa sytuacji w Eurolandzie i rozwianie związanych z tym zagrożeń dla globalnej gospodarki. Owocem powinien być nawrót sentymentu do Europy i do ryzykowniejszych aktywów, w tym akcji z rynków wschodzących, które w czasach spokoju zyskują zazwyczaj szybciej. Grecję udało się na jakiś czas uciszyć, ale zastępować zaczyna ją Portugalia i Hiszpania.

            Druga przyczyna ma już charakter lokalny. Ostatnie działania rządu prowadzą do podbierania pieniędzy z rynku, których potem wyraźnie brakuje do podnoszenia cen, nawet przy korzystnym klimacie na rynkach światowych. Z tej perspektywy patrząc, GPW ma szansę wyraźnie umocnić swoją pozycję dopiero, kiedy ten drenaż kapitału się skończy lub zostanie pokryty zainteresowaniem zagranicy (w ten sposób wracamy do warunku pierwszego). A prywatyzacyjne plany na najbliższe dwa lata są ambitne.

Jeden komentarz

  1. avatar

    Trzy przyczyny słabego Wg-20: atak rządu na ofe, wyprzedaż przez rząd spółek skarbu państwa i ucieczka zagranicy z giełdy jest konsekwencją powyższych dwóch przyczyn.Ciekawi mnie jak to długo potrwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.