Prognozy kontra rzeczywistość

             Przełom roku sprzyja stawianiu giełdowych prognoz. Jak grzyby po deszczu pojawiają się opinie i poważne opracowania starające się opisać nadchodzące 12 miesięcy. Pytanie tylko, jak bardzo są one przydatne i czy warto zaprzątać sobie nimi uwagę.

             By to sprawdzić, wystarczy zrobić krok wstecz i porównać, jak wyglądało to w roku 2011, który jest już za nami. Pogrzebałem trochę w Internecie i dokopałem się do zestawienia prognoz analityków z początku zeszłego roku sporządzonego przez portal Money.pl. Jakież były te przewidywania?

             Rok 2011 według prognoz miał być kontynuacją dwuletniej hossy, dając zarobić inwestorom w granicach 10-15%. Lekkiego potknięcia spodziewano się tylko w pierwszym kwartale, ale to miała być dobra okazja do zakupu akcji i załadowania portfela przed późniejszą jazdą w górę. W stosunku do drugiej połowy roku wszyscy przepytani analitycy byli zgodni. GPW niezbyt szybko, ale systematycznie będzie puchła, sięgając na koniec roku zdecydowanie wyższych poziomów. Wiele mówi nam o nich wykres przedstawiony poniżej.

110112 - prognozy

źródło: money.pl

            A teraz dla porównania pora na brutalną rzeczywistość, zobrazowaną przez 25 sesyjna średnią z notowań indeksu WIG20 w 2011r.

110112 - prognozy (2)

           Nie, bynajmniej pomiędzy tymi dwoma wykresami nie zawieszono lustra, chociaż tak właśnie to wygląda. Rzeczywistość okazała się diametralnie różna od wcześniejszych przewidywań. To właśnie pierwszy kwartał przyniósł zwyżkę cen, a później było już tylko gorzej. Na koniec roku WIG20 notowany był 22% niżej niż rok wcześniej. Co więcej, duża część przepytywanych była zdania, iż właśnie nadchodzi czas małych i średnich spółek, które o głowę pobiją swoich większych współbraci z WIG-u 20. Tymczasem SWIG80 stracił blisko 1/3 swej wartości (30,5%).

            To samo tyczy się zresztą i innych rynków, pierwsza z brzegu wypowiedź opisująca przyszłość naszej złotówki: „w pierwszym półroczu czekają nas duże wahania na rynku walutowym. Ale już pod koniec roku złoty będzie się umacniać i za euro możemy płacić nawet mniej niż 3,80 zł.”. W powszechnej opinii najpewniejszą inwestycją miały być surowce, tymczasem na rynkach towarowych doszło w zeszłym roku jeśli nie do załamania, to przynajmniej do poważnej korekty. Itd., itp. Przykłady można mnożyć

           Dla jasności: nie chciałbym tu bynajmniej umniejszyć pracy redaktorów portalu, ani wiedzy i zdolności samych analityków. Uważam natomiast, iż przewidzieć giełdowej przyszłości w perspektywie tak odległej jak 12m-cy po prostu nie sposób. Niektóre zagrożenia, jak europejski kryzys zadłużenia, były już wprawdzie znane, ale nie doszacowano ich wpływu na rynki. Spodziewano się, że europejscy politycy zaradzą problemom, lub przynajmniej będą próbować. Ci zaś nie zrobili nic. Liczono też na dodruk pieniądza przez FED i ECB, który podbiłby ceny akcji i surowców. A figa! maszyny drukarskie od czerwca, kiedy skończył się QEII, obrastają kurzem. Nie mówiąc już o zdarzeniach tak niespodziewanych, jak rewolucje w Afryce Północnej, czy trzęsienie ziemi i tsunami w Japonii.

           Czy warto zatem czytać prognozy giełdowe? Pomimo wszystko uważam, że warto. W gąszczu przepowiedni trafiają się tez takie, które zwrócą uwagę na rzeczy przez innych niedocenianie (tak , jak zrobił to Nouriel Roubini, przewidując kryzys związany z kredytami hipotecznymi). Poza tym, dzięki temu jesteśmy w stanie poznać zdanie większości A ta, co wiadomo nie od dziś, zazwyczaj się myli. A propos, według prognoz na rok 2012, GPW znowu ma urosnąć o ok. 10-15%.

8 komentarzy

  1. avatar

    Polska gospodarka nie doznała jgkieaoś wielkiego uszczerbku podczas ostatniego kryzysu. Wyprzedzające kryzys cięcie wydatkf3w, było chyba kluczowym posunięciem w 2008 roku. W porf3wnaniu do takich gospodarek jak Wielka Brytania, czy Niemcy ktf3re wpompowały dziesiątki miliardf3w funtf3w i euro w gospodarki, żeby je ratować i pobudzić. To były prawdopodobnie pieniądze wyrzucone w błoto, dziś nie widać realnych efektf3w tej pomocy w postaci mniejszego bezrobocia! Za to widać realne zwiększenie długu Można też popatrzeć na największych jak J.P. Morgan, ktf3ry widzi duże możliwości rozwoju w Polsce i w regionie.

  2. avatar

    Przemysl ten istnieje, bo jest na niego zapotrzebowanie. ludzie, szczegolnie ci zaczynajacy swoja przygode z gielda, potrzebuja wskazowek i prognoz, nawet jak one sie nie sprawdzaja. po prostu sami nie bardzo wiedza, na czym się oprzec. a jak ktos już siedzi w tym dlugo, to rynek nauczyl go z pewnoscia pokory i wie, ze w kwestii prognoz wierzyc nie mozna nawet sobie samemu.

  3. avatar
    slimy_frog,

    hahaha… dobre! W zasadzie komentarz niepotrzebny, wykresy mówią same za siebie:) Podważają sens istnienia całegi rozbudowanego przemysłu narosłego wokół giełłdy wypełnionego tłumem analityków, komentatrów i innych wróżbitow. Przynajmniej niektorzy zdają sobie z tego sprawę 🙂

  4. avatar

    przy takich obrotach, jakie teraz mamy, dużych szans na trwały wzrost nie widzę. nie ma kapitału, z fundzuszy akcyjnych kasa cały czas odpływa zamiast się powiększać. ofe zostały ogolone przez rząd i też nie są wstanie podtrzymać gpw. dowodem jest kompletna klapa zeszłorocznych ofert publicznych, które utopiły drobnych.

  5. avatar

    problem w tym, ze prognozy analityków opierają się na obecnie znanych założeniach, a te po kilku tygodniach ulec mogą całlkowitej zmianie. Moim zdaniem jedynym sensownym rozwiazanem jest spekulacja poparta analizą sytuacji przeprowadzaną na bieżąco i każdorazowo weryfikowaną po pojawieniu się nowych danych.

  6. avatar

    hmm… powalająca szczerość. zgadzam się, zachowania rynków nie da się przewidzieć na rok w przód. mimo to wielu probuje szkając sławy. jak ktoś trafi porządna zalamanie od razu trafia na pierwsze strony gazet. tak właśnie było z roubinim. potem mu się już nie udawało.

  7. avatar
    bystre oko,

    tak dramatyczny obraz WIg-u 20 nie byłby, gdyby nie “skrupulatność” i “kompetencja polityków”, którzy zamiast zajmować się rzeczywistymi problemami UE, kłócili się o prawidłową krzywiznę banana. O reszcie to już nie powiem, bo szkoda gadać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.