I Mikołaj z Laponii

            Połowa listopada za nami i na horyzoncie pojawia się już grudzień. W naszym klimacie miesiąc ten ciepło się raczej ludziom nie kojarzy. No, może poza giełdowymi inwestorami. Klimat na parkiecie jest w tym względzie wyjątkowy, a ogrzewa go oczywiście osławiony rajd Świętego Mikołaja, o którym głośno robi się zawsze pod koniec roku. 

            I nie jest to bynajmniej tylko mit bez pokrycia w rzeczywistości, statystyki pokazują to wyraźnie. Sezonowość zachowań głównych indeksów GPW jest faktem, historycznie rzecz ujmując grudzień jest dla naszej giełdy najlepszym miesiącem w roku. Obliczenia tego dowodzące były przytaczane już kilkakrotnie, wystarczy tylko pogrzebać w archiwum (np. tekst sprzed niemal roku: http://blog.ingsecurities.pl/2010/12/styczen-nie-taki-zyczliwy/). Ostatni rok niewiele w tym względzie zmienił. Giełda w grudniu 2010r. znowu urosła i to niemało (WIG zyskał 4,7%),  umacniając tym samym korzystny obraz świątecznego miesiąca. W przekroju niedługiej wprawdzie, ale jednak już dwudziestoletniej historii GPW,  grudzień  był przychylny inwestorom w 75% procentach przypadków. To oznacza, że kupując akcje w ciemno na ostatniej sesji listopada i odsprzedając je na koniec roku, w 3 przypadkach na 4 mogliśmy się spodziewać świątecznych prezentów, od których puchł nasz inwestycyjny portfel. Z drugiej strony Św. Mikołaj nie przyjeżdżał zawsze, średnio jedno z czterech świąt sobie odpuszczając. W ogólnym rozrachunku, strategia wiary w Świętego jednak się opłacała: relacja średniego zysku do średniej straty w grudniu wynosi  2,79. Oczywiście gwarancji, że rok obecny będzie trzymał się głównej linii, a nie należał do tych wyjątkowych (czyli spadkowych) nie ma, ale trzeba się pogodzić z tym, iż nigdy takowej nie będzie. To tylko bezduszna statystyka. A w tym roku klimat w Europie jest wyjątkowo surowy i zmroził również giełdy akcji.

            Za wcześnie jednak, by Świętego z góry przekreślać. Jego pojawienie się jest nadzieją optymistów na ocieplenie, jak to już nie raz bywało. Tu rodzi się pytanie o termin przybycia Świętego, żeby w odpowiednim momencie załapać się do jego orszaku. Ciekawie podszedł do tego Mark Hulbert na portalu MarketWatch. Przebadał on mianowicie przeszłość indeksu Dow Jones od samych jego narodzin w roku 1896r., dzieląc go na trzy okresy (patrz: tabelka poniżej).

221111 - mikolajźródło: www.marketwatch.com

            Po pierwsze widać, że w każdym z trzech okresów lepsza okazywała się druga połowa grudnia, co jak najbardziej pasuje do koncepcji „rajdu”. W ostatniej dekadzie zarobki w tym okresie wyraźnie jednak spadły. Stabilnie natomiast na przestrzeni lat zyskuje pierwsza część miesiąca i różnice stopniowo się wyrównują. 

           Hulbert tłumaczy to m.in. faktem, iż powszechna wiara w rajd Świętego Mikołaja powoduje stopniowe przesuwanie sił rynkowych ku początkowi grudnia. Coraz większa rzesza inwestorów chcąc uprzedzić oczekiwaną zwyżkę, przystępuje bowiem do zakupów wcześniej. Na ten efekt dodatkowo nakłada się działalność funduszy, których znaczenie na rynkach finansowych systematycznie wzrasta. Część z nich kończy rok podatkowy w październiku i w listopadzie rozpoczyna otwieranie nowych pozycji, co sprzyja dobremu wynikowi w tym miesiącu. Koncepcja wydaje się logiczna, sprawdźmy więc jakie ma zastosowanie dna GPW. Poniższa tabelka przedstawia średnie stopy zwrotu dla podzielonych na połówki dwóch ostatnich miesięcy roku.

221111 - mikolaj (2)

          Wnioski? Statystycznie rzecz ujmując, na finiszu roku rynek wyraźnie nabiera rozpędu. Potwierdzają się przy tym spostrzeżenia Hulberta, a u nas nabierają one jeszcze większego znaczenia. Wprawdzie na podstawie przedstawionych obliczeń nie możemy wyłapać tendencji w czasie, ale pierwsza połowa grudnia jest wyraźnie bardziej (dwukrotnie) przychylna bykom. Teoretycznie zatem już wkrótce można zacząć myśleć o wykorzystaniu przedświątecznego okresu. Oby tylko Święty w tym roku nie zrobił sobie wakacji, jakie zwykł sobie urządzać raz na cztery lata.

5 komentarzy

  1. avatar

    styczen daje nadzieje na odbicie, ale rewelacji bym sie nie spodziewal. strach jest jeszcze zbyt duzy i wszyscy oczekuja recesji w europie. kiedy juz stanie sie jasne, jak bedzie ona gleboka, cos moze sie poprawic. tak przynajmniej mysle.

  2. avatar

    taaa… jak nie “efekt stycznia” to może “euforia lutego” albio “uderzenie marca”. kiedyś pewnie giełda zacznie rosnąć i będzie to mozna do czegoś przypasować

  3. avatar

    Jak ma przyjechać mikołaj, jak śniegu nie ma:) A tak na poważnie to myślę, że jak nie grudzień to styczeń mamy w zanadrzu. w koncu misi przyjść odreagowanie. Liczę na nowy rajd.

  4. avatar
    zawiedziony,

    cos nam w tym roku mikolaj chyba odpuscił, trafilismy chyba w “”w mikolajowy rok przestepny”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.