Sprzedawać? Nie tak szybko

            Z początkiem maja wkroczyliśmy w półrocze statystycznie słabsze dla rynków akcji. Dokładnie w tym samym momencie światowe indeksy zawróciły, niejako respektując znane giełdowe powiedzenie: “sell in may and go away”. Mit to tylko, czy może jednak rzeczywistość i jesteśmy skazani na spadki? 

            Dokładnie nie wiadomo jakie są przyczyny, ale historia nowojorskiej giełdy wskazuje, iż hasło to nie wzięło się znikąd i ma twarde uzasadnienie w statystykach. Okres od środka wiosny do jesieni jest tą słabszą połową roku dla amerykańskiego rynku akcji. Indeksy giełdowe rosną wtedy w tempie mniej więcej trzy razy wolniejszym. Ta sezonowość jest zazwyczaj pomijana w kręgach akademickich, przeczy bowiem obowiązującej teorii efektywnego rynku.

            Nie wszyscy jednak traktują to z góry jako nic nie warty zabobon i zjawisko doczekało się już kilku naukowych opracowań. W 2002r. Sven Bouman i Ben Jacobsen na podstawie własnych badań wykazali, iż efekt ten faktycznie wystąpił na 36 z 37 przebadanych przez nich rynków, a w Europie najmocniej odczuwalny był w Wielkiej Brytanii. Według rezultatów tych studiów, sprzedaż akcji na początku maja i odkupienie ich w październiku opłacało się bardziej, niż ich ciągłe przetrzymywanie w portfelu. Przeciętna stopa zwrotu na giełdzie była bowiem niższa od stopy wolnej od ryzyka. Inwestując w bony skarbowe czy obligacje lub przetrzymując pieniądze na koncie, zarobilibyśmy po prostu więcej.

             Ciekawie zobrazował to Jeffrey Hirsch ze „Stock Trader’s Almanac”. Hirsch obliczył mianowicie wyniki strategii polegającej na kupnie akcji 1 listopada (opierając się na „efekcie helloween”, czyli wzroście cen po Dniu Wszystkich Świętych) i sprzedaży 30 kwietnia (uprzedzając niejako zasadę „sell in may”). Inwestując 10 000 USD w 1972r. i konsekwentnie trzymając się założeń przez 37 lat, można było pomnożyć swój kapitał do 160 000 USD! Roczna stopa zwrotu wyniosłaby w takim przypadku 7,4%. Taki wynik zyskuje jeszcze na znaczeniu, jeśli przeciwstawi mu się strategie odwrotną, tzn. kupno akcji 1 maja i sprzedaż 31 października. Inwestując w ten sposób, nie tylko musielibyśmy zapomnieć o wielkich pieniądzach, ale nasz kapitał stopniałby do 7 863 USD.

           My historię mamy dużo uboższą, ale możemy spróbować zerknąć w przeszłość i zobaczyć, jak wiosnę witała GPW. Czy u nas fenomen „sell in may and go away” uzupełniony o „efekt helloween” również występował? Sprawdźmy. Poniżej tabela, która porównuje te dwa okresy roku na warszawskim parkiecie.

 

                                            Wzrost indeksu WIG w poszczególnych latach w kontekście „efektu helloween”

110511 - effecthelloween

          

         Najciekawszy jest chyba ostatni wiersz, który pokazuje nam, iż statystycznie rzecz ujmując, rzeczywiście częściej udane było półrocze zaczynające się w listopadzie (nazwijmy go dla ułatwienia „chłodnym”). W ciągu dwudziestu lat historii GPW, aż 17 razy kursy akcji wtedy wzrosły (85%), podczas gdy w ciepłym półroczu było to tylko 11 razy (55%). Porównanie średnich stóp zwrotu nie potwierdza wprawdzie przewagi w tym elemencie (16,8% w chłodnym i 18,7% w ciepłym półroczu), ale w niemowlęcym okresie warszawskiej giełdy zdarzały się okresy nienaturalnie szybkich zmian (np. rok 1993), które w tej chwili nie mają szans się powtórzyć, a mogą wypaczyć statystyki. Jeżeli skupimy się na wieku dojrzalszym (umownie możemy przyjąć np. rok 2000 jako datę graniczną), to tutaj chłodne półrocze już przeważa (9,4% do 5,0%).Wydaje się więc, że faktycznie coś może być na rzeczy. Oczywiście nie można do tych wyliczeń podchodzić bezkrytycznie. Zresztą sama statystyka potwierdza, iż w większości przypadków również w ciepłym półroczu można było dobrze zarobić.

          Wielu komentatorów i analityków podkreśla, iż mamy obecnie dobry moment do rozpoczęcia większej korekty. Ceny surowców i akcji na Wall Street rosną systematycznie od wielu miesięcy. W ubiegłym tygodniu mieliśmy ostrzeżenie w postaci lekkiego (na razie) załamania na rynku surowców, w wyniku którego ucierpiały też światowe giełdy akcji. Na wierzch wypływać zaczynają ponownie schowane pod powierzchnią problemy peryferyjnych krajów euro: do grona zasiłkowiczów dołączyła Portugalia, a Grecja zaczyna już straszyć restrukturyzacją długu. Ponadto w czerwcu kończy się program QE2, regularnie dożywiający hossę na rynkach akcji i surowców.

          To wszystko są niewątpliwie elementy ryzyka (tych nigdy jednak nie brakuje), które mogą być uzasadnieniem dla ewentualnej korekty współgrającej z giełdową statystyką i opisanymi efektami. Światowe parkiety wprawdzie w ostatnich tygodniach faktycznie nieco się ugięły, za mało jednak, by zrodzić oznaki głębszej słabości. Trend wzrostowy zobowiązuje i w tej chwili perspektywy jawiące się przed inwestorami pozostają optymistyczne. Nie powinno to oczywiście pozbawiać nas szczególnej czujności a w ocenie sytuacji możemy się wspomóc z AT. Jako punkt odniesienia dla optymizmu przyjąć można strefę rozciągająca się wokół poziomu 2800pkt na WIG20, łączącą w sobie kilka istotny wsparć technicznych. Dopiero rozbicie tej zapory popytowej byłoby poważnym ostrzeżeniem, wzmagającym ryzyko głębszej przeceny i w konsekwencji dużo słabszego, cieplejszego półrocza.

13 komentarzy

  1. avatar

    no i jest odbicie, wiekszy spokoj i szansa na jazde w gore. stawiam, ze jutro dojdziemy przynajmniej do 2860. ja sie zapakowalem w L na poczatku sesji i trzymam. mam spora rezerwe:)

  2. avatar
    pasjonAT,

    2800 sie trzyma, ale kiepsko to wszystko wyglada. wczoraj luka i ostry zjazd. musi sie pojawic mocniejsze odbicie, na razie pozytywow trudno sie doszukac

  3. avatar

    eee.. tam, znow nie tak latwo mnie urazic 😉
    pozdrawiam

  4. avatar
    eee... tam,

    Ach Darkh, zupełnie niepotrzebna nadwrażliwość, naprawdę nie chciałem urazić, słowo. To tylko szczypta przyjaznej złośliwości. Nie mam też potrzeby się fałszywie chwalić. Nie chcesz, nie wierz, Twoje prawo. Żywot na rynku terminowym łatwy nie jest i z całego serce życzę Ci powodzenia. Jak zresztą wszystkim, którzy się z nim zmagają. No i może trochę więcej luzu i dystansu. pzdr

  5. avatar
    Maciej Szmigel,

    To w takim razie przepraszam za błąd, dziękuję za zwrócenie uwagi, własną pracę i zaprezentowanie jej efektów (poprawię w najbliższym wolnym czasie). Sens na szczęście się nie zmienia i fakty pozostają takie same: po 2000r “okres zimny” był statystycznie rzecz ujmując dużo bardziej udany od “letniego. Pozdrawiam.

  6. avatar

    Naprawde nie chce sie czepiac..
    ale poniewaz zadalem sobie odrobine trudu i zajrzalem na strone 50-ta “Almanachu” – Hirscha i porownalem wyniki jednostkowe tam przedstawione z baza stooq (przy odpowiednich algorytmach zajmuje to nie wiecej niz 10 min).. moge z calym przekonaniem napisac ze Hirsch mimo iz napisal: May 1 i Nov 1, bral cene Close z ostatniego dnia miesiaca poprzedniego tj. kwietnia i pazdziernika (co jest logicze).

    zeby bylo jakas wartosc dodana, wyliczenia dla WIGu, baza bossa
    (kilka dni powisi na serwerze)

    http://i.imgur.com/36MFl.png

  7. avatar
    Maciej Szmigel,

    Tak, jak wyżej napisałem, chciałem skopiować strategię Hirscha i stąd takie, a nie inne daty. Jeśli Pana obliczenia są prawidłowe, to tym bardziej potwierdzają regułę dwóch różnych półroczy. Zachęcam do podzielenia się pełnymi wynikami na blogu. Pozdrawiam.

  8. avatar

    eee… tam, a nie stary poczciwy G. Appel, chcialoby sie zapytac ? i czy to na pewno MACD pozwolil zarobic, czy tym razem poczciwy E.tam dal zarobic innym 😉 ?
    (gratulacje)

    akurat w tym wypadku zmiana jednego dnia handlowego spowoduje ze 18.7 i 16.4 zamienia sie miejscami 😉 co ma znaczenie o tyle istotne ze p. Maciej chcial pokazac efekt halloween na GPW, a z przedstawionych przez niego wyliczen, wynika ze dla calego okresu “cieplejsze polrocza” byly statystycznie lepsze, co przeczy efektowi.. a na skutek przyjetej metody nie odpowiada rzeczywistosci 😉

    (nie czepiam sie, tylko grzecznie zapytalem o metodologie ;))

  9. avatar
    eee... tam,

    Nie ma się co czepiać 1 czy 2 dni, historii to radykalnie nie zmieni, a ta domaga się ostrożności.
    PS Witaj ponownie Darkh, z tej strony niepoprawny zwolennik poczciwego MACD, który i tym razem skutecznie przefiltrował sygnały i pozwolił dobrze zarobić w ostatnich tygodniach 😉 pzdr

  10. avatar
    Maciej Szmigel,

    Cóż, Darkh, masz rację. Metodologicznie byłoby to oczywiście bardziej uzasadnione. Dziękuję za uważne czytanie i celną uwagę. Daty takie wybralem naśladując opisaną w tekście strategię Hirscha i “efekt helloween”, na którym sie oparł. Co do porównania GPW Z głównymi rynkami, to ciekawy pomysł na jeden z kolejnych wpisów. pozdrawiam.

  11. avatar

    Wydaje mi sie, ze zawsze warto porownywac wyniki statystyk GPW z glownymi rynkami.. moze sie np okazać ze GPW jest silniejsza od glownych gield europejskich, zwlaszcza od CAC40 – najslabszego z wielkiej trojki, i to zarowno w okresie letnim jak i zimowym 😉 (ostatnie 11 lat)

    czy metodologicznie bardziej uzasadnione nie byloby zliczanie do ostatniej sesji pazdziernika ?

  12. avatar

    no i mamy sytuacje na ostrzu noza. surowce leca a leb, gieldy tez, portugalia na kolanach, grecja sie sypie. 2800pkt juz jest probowane. do zalamania o krok

  13. avatar

    trzeba wziac pod uwage,ze naklada nam sie jeszcze trzeci rok prezydentury w stanach, a ten jest statystycznie bardzo udany i mozliwosci ze tym razem bedzie dobrze sa wieksze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.