FED rozdaje karty

            Druga odsłona Quantitative Easing jest już za półmetkiem i wiele wskazuje na to, iż pomogła giełdom w miarę spokojnie przetrwać ciężkie chwile. Teraz rynki z narastającą uwagą będą wypatrywać wskazówek przyszłych działań amerykańskiej Rezerwy Federalnej, szukając zapowiedzi końca bądź też kontynuacji programu stymulacyjnego. 

            Rewolty w Afryce Północnej, niepokoje na Bliskim Wschodzie, do tego trzęsienie ziemi, tsunami i nuklearny kryzys w Japonii. W tle niewygaszone problemy gorących budżetów peryferyjnych krajów strefy euro. Ten splot niekorzystnych zdarzeń stworzył mieszankę dość ciężką dla światowych giełd akcji. Nic dziwnego, że ostatnio oglądaliśmy największą od miesięcy korektę na rynkach rozwiniętych. Spadły ceny na giełdach amerykańskich i zachodnioeuropejskich: S&P500 w ciągu prawie miesiąca (pomiędzy 18 lutym a 16 marca) cofnął się o 6,4%, jeszcze gorzej było w Europie: londyński FTSE100 oddał 8%, francuski CAC40 11,1%, a niemiecki DAX aż 12,29%. Panika pojawiła się tylko lokalnie, na giełdzie japońskiej, co akurat jest w pełni uzasadnione. GPW w tym czasie zachowywała się nadspodziewanie dobrze, nawet nieznacznie zyskując (WIG20 wzrósł o 1,9%). To podążanie pod prąd było zapewne efektem wcześniejszej słabości, kiedy niejako wyprzedziliśmy korektę na rynkach rozwiniętych.

            W powyższym zestawieniu wśród krajów rozwiniętych najlepiej wypadają Amerykanie. Powód? Źródeł siły Wall Street wypatrywać można w trwającym programie Quantitative Easing II pompującym pieniądze na rynki finansowe. Sam FED nie ukrywa zresztą, że wzrosty na giełdzie mają budować poczucie bogactwa wśród obywateli, co jest jednym z celów tej stymulacji. Jak niedawno wyliczył David Rosenberg, korelacja pomiędzy działaniami FED-u a kierunkiem ruchu S&P500 w ostatnich dwóch latach wynosi 86%. To dużo i potwierdza znane powiedzenie: „Don’t fight with FED”. Nie warto walczyć z Rezerwą Federalną, skoro ta jest w stanie realnie wpływać na ruchy cen. Zależność tę obrazuje poniższy wykres:

250311 - FED

  źródło: David Rosenberg: “86% Correlation Between Fed Balance Sheet and Stock Price Movements”

            Program QEII trwać będzie do końca czerwca, amortyzując negatywne wstrząsy na giełdach. Co potem? Czy gospodarka będzie już na tyle silna, by poradzić sobie sama? Jak na ewentualny koniec stymulacji zareaguje giełda nowojorska, odciskająca swe piętno na parkietach całego globu?

           Materiału do przemyśleń nie ma zbyt wiele. W zasadzie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia tylko jeden, jedyny raz, kiedy FED czasowo wycofywał się z „luzowania ilościowego”. Pierwszy etap QE zakończył się w marcu zeszłego roku. Sprawdźmy zatem, co działo się później na Wall Street i w Warszawie.

 250311 - FED (2)

 

 

 250311 - FED (3)

            Jak pokazują wykresy, koniec pierwszego etapu QE zbiegł się w czasie z ustanowieniem lokalnego szczytu cenowego. Po nim w Stanach przyszła największa jak do tej pory korekta w całym trendzie wzrostowym, narodzonym na początku 2009r. Spadki były dużo większe od tych obecnych, S&P500 oddał wtedy 16% swojej wartości. GPW była bardziej odporna, w przypadku WIG20 było to niespełna 13%.

            Zapowiedzi wznowienia QE zaczęły się pojawiać w sierpniu ubiegłego roku, tuż po spadkach na giełdach, od tego momentu indeksy wróciły do wzrostów. Szczególnie widoczne jest to w przypadku giełdy amerykańskiej, wszak dla niej napływ świeżego pieniądza miał największe znaczenie. Tu też można szukać źródeł relatywnej siły Wall Street na tle rynków europejskich.

            Nie sposób przewidzieć, czy w lipcu będzie podobnie i ponownie pojawi się kilkunastoprocentowa korekta. Tym bardziej, iż karty znowu rozdawać będzie FED. Czasu do obumarcia drugiego etapu „luzowania ilościowego” pozostało jeszcze dużo, a już teraz mówi się o możliwym zmartwychwstaniu, czyli wprowadzeniu QE III, jeśli gospodarka za oceanem nadal zachowywać będzie się chimerycznie. W tym kontekście szczególnie ważne będzie zachowanie amerykańskiego rynku pracy, który wprawdzie się podnosi, ale bardzo powoli. Z drugiej strony rośnie natomiast inflacja, wspomaga pnącymi się w górę cenami ropy i żywności, co powinno być argument przeciwny dalszej stymulacji. Tyle, że Rezerwa Federalna oceniając zagrożenie inflacją jako niewielkie, wspiera się wskaźnikiem bazowym (core), nie uwzględniającym cen żywności i energii. W tej chwili w powszechnej ocenie ekspertów szala przechyla się w stronę kontynuacji programu.

           Im bliżej lipca, z tym większą uwagą rynki wsłuchiwać będą się w słowa szefa FED, Berna Bernanke, spijając z jego ust słowa odsłaniające plany Rezerwy Federalnej. Zalew ton świeżego pieniądza w ramach kolejnej rundy pakiety stymulacyjnego powinien mieć bowiem znaczący wpływ na zachowanie giełdowych indeksów.

4 komentarzy

  1. avatar

    no i sprawdzio sie niemal idelanie. w sierpniu rypło, a korekta rozciągnęła się na ponad 20%

  2. avatar

    tak, tak… wedlug niektorych czas niedzwiedzi nadchodzi od dwoch lat. moim skromnym zdaniem jakas wieksza korekta sie nalezy, faktycznie fed moze miec duzo do powiedzenia, co do momentu jej rozpoczecia. trend jest jednak niezaprzeczalnie wzrostowy.

  3. avatar

    rynki są przez fed sztucznie pompowane i tylko czekać aż to wszystko jwalnie, powoli nadchodzi czas niedźwiedzi 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.