Siła w zacofaniu

            Coraz więcej zagranicznych pieniędzy zasila rynki wschodzące. Część tego tortu trafia też na parkiet warszawski, co powinno nas cieszyć . Przynajmniej w najbliższej przyszłości, bo kiedy pojawią się kłopoty, może być gorzej.

             Na razie jednak jest dobrze, a nawet lepiej niż dobrze. Strumień napływającego kapitału jest coraz mocniejszy i przekształca się stopniowo w solidną rzekę. W pierwszym tygodniu października padł rekord. Według monitorującej przepływy pieniężne firmy EPFR Global, fundusze akcji rynków wschodzących zasilił kapitał w wysokości 6mld USD. To najwięcej od 33 miesięcy, czyli ostatnich oddechów poprzedniej hossy. Równocześnie fundusze lokujące kapitał w akcje amerykańskie schudły o 3,2mld USD, a od początku obecnego roku już o 20mld. W tym czasie z rynków zachodniej europy uciekła suma dwa razy mniejsza.

            Właściwie nie ma cos się dziwić. Kapitał jak zwykle szuka najlepszej okazji do namnażania się, a taką dają mu właśnie gospodarki wschodzące. To tutaj relacja zysku do ryzyka jest najkorzystniejsza, oczywiście tylko w chwilach względnego spokoju. W krajach rozwiniętych ożywienie gospodarcze niepociągająco się ślimaczy, nabiera zaś tempa w tych zapóźnionych. Tutaj wzrost gospodarczy jest dużo szybszy, perspektywy więc ciekawsze.

            Bogaci walcząc z rodząca się hydrą deflacji, ścięli stopy procentowe do minimalnych poziomów i zasypują rynek tanim pieniądzem. Grupa pościgowa koszt pieniądza ma wyższy i jeszcze go podnosi (wtorkowa decyzja Ludowego Banku Chin) lub wkrótce podnosić będzie (np. oczekiwane podwyżki stóp w Polsce). To atut sprzyjający tzw. “carry trade” i wzmacniający ochotę do przerzucania kapitału. Potwierdzenie tej atrakcyjności co jakiś czas spływa z ust zarządzających globalnymi funduszami, łącznie z gremialnymi zapewnieniami, że ta sytuacja utrzyma się jeszcze przez długie lata. O ile pierwsza część tych wypowiedzi wydaje się oczywista, druga w świetle historii budzić musi wątpliwości. Niektórzy już to dostrzegają i zawczasu próbują się bronić. Brazylia np. zastanawia się nad wprowadzeniem ograniczeń dla przepływu kapitału zagranicznego,  widząc w tym zagrożenie dla długookresowej stabilności.

          Po co niby szukać dziury w całym? Nic, tylko się cieszyć. Zagraniczne pieniądze podnoszą przecież ceny na naszej giełdzie i wzmacniają wzrostowe tendencje. Na tym zaś my, maluczcy, możemy tylko skorzystać. Dowodem na to są kolejne twarde dane. Łączący rynki wschodzące indeks MSCI Emerging Markets od majowego dna urósł o około 30%, podczas gdy jego odpowiednik dla krajów rozwiniętych zaledwie połowę tej wartości.

         Nieźle to wygląda i  z siły rodzimej giełdy wypada się cieszyć. Równocześnie jednak przyda się dawka czujności i zdrowego racjonalizmu. Najprawdopodobniej wszystko układać się będzie dobrze do czasu, aż na jednym z dynamicznie rozwijających się rynków nie objawi się realne zagrożenie. Razem z nim wśród inwestorów zagranicznych narodzi się niepokój i zaczną poszukiwać może mniej zyskownej, ale spokojniejszej przystani. Wtedy zagraniczny kapitał spekulacyjny pokaże swoją drugą, płochliwą i pozbawioną skrupułów twarz. Zadziała zimna kalkulacja i nie ma się co łudzić, że będzie działać selektywnie. W obliczu kłopotów oberwą wszyscy wrzuceni do jednego wora z napisem „emerging markets”. Pieniądze uciekać będą ze wszystkich wschodzących gospodarek, często niezależnie od powiązań ekonomicznych i geograficznych, Nie tak dawne kłopoty Węgier pokazały, że dla inwestorów zagranicznych słowo „forint” brzmi zupełnie tak samo jak „złoty”. Skala tej ucieczki będzie zaś prawdopodobnie proporcjonalna do obecnego uwielbienia.

7 komentarzy

  1. avatar
    krytyczny,

    no i sie nam chyba tendencja odrwocila i zaczyna ucieczka od ryzyka. rynki roziwniete w gore, a EM leca w dol.

  2. avatar

    nadchodzi teraz moment krytyczny. wegry znow trzesa sie w posadach, ich gielda leci na pysk. u nas tez rozpaczliwie zapycha sie deficyt i kombinuje przy ofe. zlotowka robi sie nerwowa. bratanki moga i nas pociagnac w dol.

  3. avatar

    Tez uwazam ze warto obserwowac indeks MSCI bo to z niego przyjdzie sygnal do wiekszego odwrotu z rynkow wschodzacych. Na razie rynki czekaja na 3 listopada gdzie ma zapasc dezycja o uruchomieniu kolejnego drukowania pieniedzy na wykup papierow wartosciowych.

  4. avatar

    Nie ma się co irytować, pieniądze nigy nie były i nie będą sentymentalne. Wystarczy stworzyć im odpowiednie warunki, żeby chciały tu pozostać.

  5. avatar

    jak zwykle jestesmy dla zagranicy dojna krowa. jak przyjdzie co do czego, to beda szybko zwiewac, a akcje na pysk…

  6. avatar

    Istotnie widac golym okiem ze korelacja indeksu MSCI jest silna z indksem Wig a raczej odwrotnie to nasz indeks podaza za tym pierwszym. Jesli nastapi odplyw pieniedzy od rynkow wschodzacych to nasza gielda tez to odczuje. Na razie jednak poki co pieniadze plyna. Spodziewana kolejna runda ilosciowego luzowania polityki pienieznej przez FED spowoduje ze na rynku pojawia sie duze pieniadze ktore trzeba bedzie jakos zagospodarowac. Z pewnoscia czesc tych pieniedzy trafi na rynki wschodzace i do nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.