Insider trading

           Tak nazywa się transakcje akcjami danej spółki giełdowej dokonywane przez osoby mające dostęp do informacji poufnych, czyli najczęściej członków zarządów, rad nadzorczych i pracowników firmy bądź też innych, które  korzystają z uprzywilejowanego dostępu do takich informacji.

            Wyobraźmy sobie np. sytuację, gdy do docierają do nas wieści o zdarzeniu ważnym dla przyszłości naszego przedsiębiorstwa bądź też losów jego akcji na giełdzie. Może to być np. planowane zawarcie bardzo ważnego kontraktu, przejęcie innej spółki, zamiar emisji praw poboru czy zaskakująco zły lub dobry raport okresowy. Jeżeli dowiemy się o tym wcześniej od rynku, wiadomość taką będziemy mogli wykorzystać kupując bądź też sprzedając akcje przed publikacją informacji. W ten sposób szybko i mało ryzykownie możemy zarobić sporą sumę pieniędzy. Pokusa takiego działania jest więc duża. Problem w tym, że pieniądze te pochodzą od innych uczestników rynku, nad którymi insiderzy zyskują znaczącą przewagę wykorzystując zjawisko asymetrii informacji. Stąd na większości rozwiniętych rynków (w tym na GPW) insider trading jest prawnie zakazany. Nie zmienia to faktu, iż do takich transakcji dochodzi i to prawdopodobnie bardzo często. W zeszłym roku głośna była afera funduszu hedge Galleon Groups, który ponadprzeciętne zyski osiągał właśnie dzięki notorycznemu pozyskiwaniu i wykorzystywaniu informacji poufnych. Na tym w zasadzie oparta była cała strategia inwestycyjna funduszu, a informacje pozyskiwanie były dzięki rozbudowanej sieci informatorów rozlokowanej w amerykańskich spółkach giełdowych.

            Innym, nieco zabawnym już przykładem, jest historia Bonnie Jean Hoxie, która będąc asystentką managera Disnaya uknuła ze swoim chłopakiem dość naiwny plan. Przed publikacją raportu kwartalnego spółki rozesłała anonimowe listy do 20 funduszy hedgingowych w USA i Europie proponując sprzedaż informacji za cenę 15tys. USD lub udział w przyszłych zyskach. Bonnie chciała sobie podobno kupić za te pieniądze nowe buty i torebkę. List trafiły jednak do FBI, a  para do więzienia. Została oskarżona i skazana właśnie za insider trading.

            Na rodzimym podwórku tak głośnych tego typu afer nie uświadczyliśmy. Podejrzenia o przestępstwa polegające na ujawnieniu i wykorzystywaniu informacji poufnych należą jednak do najczęstszych na GPW. Tak wynika przynajmniej z danych KNF. Szczególnie dużo tego typu spraw pojawiło się w ubiegłym roku, kiedy wzrosła liczba upadłości przedsiębiorstw. W takim przypadku insiderzy wykorzystywali informacje o kłopotach spółki przed ich upublicznieniem, pozbywając się gorących papierów. Obserwując rodzimy parkiet, niejednokrotnie mamy wrażenie, że kurs akcji bez uzasadnienia zaczyna rosnąc bądź spadać, notując równocześnie podwyższone obroty. Powód staje się ogólnie znany po kilku dniach. Do skazania dochodzi jednak niezwykle rzadko, insider trading jest bowiem trudny do udowodnienia. Obracać akcjami można przecież za pośrednictwem cioci, babci i całej rzeszy innych ludzi. Ponad dwa lata temu pewna emerytowana chorwacka szwaczka wzbogaciła się nagle o 2mln USD. Okazało się, że była ona ciotką jednego z trzech analityków skazanych później właśnie za insider trading (Eugene Plotkina i Davida Pajci z Goldman Sachs oraz Stanisława Szpigelmana z Merrill Lynch).

            Niedawno pojawiły się nawet głosy, iż skoro tej patologii nie da się ukrócić, to trzeba ją po prostu zalegalizować. Taki pogląd stał się głośny m.in. za sprawą artykułu Wall Street Journal, napisanego przez profesora Donald J. Boudreaux. Stwierdza w nim, że insider trading sprzyja efektywności rynku i dlatego jest w gruncie rzeczy pozytywnym zjawiskiem. Według niego legalny handel prowadzony na podstawie poufnych informacji pozwoli właściwie wycenić wartość firmy dając inwestorom sygnały o jej rzeczywistej sytuacji, czasami skrzętnie ukrywanej przez zarząd firmy. Dzięki temu można byłoby uniknąć takich afer, jak np. kreatywna księgowość ukrywająca pogarszająca się sytuację Enronu (http://blog.ingsecurities.pl/2010/03/finansowy-matrix/ – more-300).

            Pogląd to mocno kontrowersyjny, ale mający całkiem sporą rzeszę zwolenników. Tego dylematu oczywiście nie rozwiążemy. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością możemy jednak stwierdzić, iż legalny czy też nie, insider trading jeszcze długo będzie nieodłączną częścią rynków finansowych. Gra toczy się przecież o wielkie pieniądze i nie pozostaje nic innego, jak akceptacja tej sytuacji. Oczywiście nie wszystkie transakcje insiderów są prawnie zabronione, niedozwolone są jedynie te dokonywane na podstawie niejawnych informacji i w okresach zakazanych. Przy swoich inwestycjach warto przyglądać się legalnym działaniom osób z zarządu danej spółki. W końcu na pewno lepiej od nas orientują się one w ogólnej sytuacji firmy. Zwiększona sprzedaż akcji przez takie osoby powinna zmusić nas do zastanowienia, czy aby dobrze obraliśmy miejsce lokaty kapitału. Na naszych stronach w dziale Analizy/Insider (http://www.ingsecurities.pl/ing_insider.xml) codziennie publikowane są takie właśnie transakcje.

12 komentarzy

  1. avatar

    slabi mnie, jak czytam te wypowiedzi. to, ze w Polsce obowiazuja zanizone standardy wcale nie oznacza, ze nalezy sie z nimi godzic. wlasnie taka postawa prowadzi do sankcjonowania przekretow. trzeba z tym walczyc do skutku i wymuszac skuteczne dzialanie na gieldzie i nadzorze. przeciez tracimy na tym wlasnie my wszyscy!

  2. avatar

    dokładnie. to jak walka z wiatrakami. u nas też kręcą, tak jak w Stanach. Tyle tylko, że u nas takie wałki nie wychodzą na jaw.

  3. avatar

    a czego sie spodziewacie? ze wszyscy beda ucziciwi i biali jak snieg. i jeszcze pewnie beda pracowac dla dobra ogolu i takie tam socjalistyczne bleblele… czlowiek to czlowiek, egozim jest nasza cecha wrodzona i pozwolil przetrwac jednostkom, a przez to i calemu gatunkowi. natury sie nie oszuka

  4. avatar
    rozgoryczona,

    niska szkodliwosc spolecza… no tak, jak dzieciak zawinie czekolade to idzie do poprawczaka, a jak ktos wyciaga grube miliony od ludzi wierzacych w uczciwosc spolki, to nikomu nie szkodzi… ja sie juz przejechalam na paru “wiarygodnych” spolkach, co np. opcje ukrywaly

  5. avatar

    Z tego co pamietam to rzadko sie zdarza jesli w ogole zeby kiedys kogos skazano w naszym kraju prawomocnym wyrokiem na odsiadke. Tylko taka kara moze zniechecic potencjalnych amatorow wykorzystywania informacji poufnych. Jesli dochodzi do sprawy sadowej to na ogol sa one umarzane lub wyroki sa w zawieszeniu ze wzgledu na mala spoleczna szkodliwosc przestepwstwa.

  6. avatar

    tez sie zgadzam z tym ze rady na to nie ma. Dopoki bedzie istnialo zapotrzebowanie na infromacje na rynku dopoty bedzie ich nielegalne wykorzystywanie bo zawsze znajdzie sie ktos kto wie pierwszy i bedzie chcial zrobic na tym kase. Mozna jedynie zastanowic sie kto jest tym pierwszym…no na ogol a moze przedewszystkim pracownicy spolki. No tak tylko jak tu upilnowac tyle ludzi.

  7. avatar

    to jak walka z wiatrakami. proponuje kazdemu swiecie oburzonemu zastanowienie sie nad tym, czy jak wiedzialby, ze akcje spolki X za tydzien kosztowac moga 100% wiecej, to nie szepnalby slowke koledze z podstawowki, zeby wspolny interes prawie bez ryzyka ubic…

  8. avatar

    KNF powinna bardziej przygladac sie informacjom ktore wyplywaja ze spolki a raczej tym ktore z nich nie wyplywaja a powinny. Informowanie inwestorow raz na kwartal o tym co sie dzieje w spolce przy okazji wynikow finansowych to za malo.

  9. avatar

    gdyby spolki przykladaly sie rzetelnie do informowania inwestorow tego co sie w nich dzieje dobrego i zlego wtedy ten proceder wykorzystywania poufnych informacji nie mialby miejsca. A tak kwitnie spekulacja informacja. Spolki informuja tylko tyle ile musza a reszta jak sie jakis dziennikarz zainteresuje to mozna przeczytac tu i owdzie.

  10. avatar

    słusznie. podczas hossy w 2006 roku od razu można było poznać, kto wypuści nowe akcje z PP. dzień wcześniej kurs szarpał w tempie dwucyfrowym… ale zawsze można się było załapać 😛

  11. avatar

    zalegalizować niezalegalizować… co za różnica. i tak zawsze będą lepiej i mniej poinformowani, czyli bogatsi i biedniejsi. dzisiaj informacja to największa wartość

  12. avatar

    moim zdaniem zalegalizowanie nie jest wyjsciem. byloby to dzialanie przeciwko jednej z głownych zasad rynkowych, czyli rownego dostępu do informacji. raczej przeciwdziałanie i karanie, ale do tego konieczne jest skuteczne prawo i dobrze dzialajace organy kontroli

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.