Złoty środek

             Inwestowanie w akcje zawsze wiąże się ze sporym ryzykiem. Giełdowy parkiet przykrywa potencjał dużych zysków wyłaniających się w trakcie hossy, ale i niemałych strat, gdy nadchodzi rynek niedźwiedzia. Ostatnie dziewięć miesięcy zaburzyło wyraźny wcześniej trend wzrostowy, stąd ryzyko znacznie wzrosło. Spokojna przystań w postaci kont i lokat bankowych ledwie wygrywa z inflacją i pieniądz dzięki nim szybko się nie pomnoży. Alternatywą jest trzecia droga, coraz szerzej otwarta dla inwestorów. 

            Mowa o obligacjach. Podczas, gdy akcje łączą duży potencjalny zysk z wysokim ryzykiem, lokaty bankowe w zamian za bezpieczeństwo oferują zarobek minimalny. Bywało, że na skutek inflacji i „podatku belki” pieniądze trzymane na lokacie traciły nawet na swojej realnej wartości. Papiery dłużne, w tym i obligacje, lokują się pośrodku obu skal: zarówno ryzyka jak i zysku.

            W Polsce przez długi czas obligacje dostępne prywatnym inwestorom kojarzone były głównie z papierami rządowymi. Na GPW ten segment rynku kapitałowego wyraźnie kulał. By go uzdrowić zeszłego roku wystartował Catalyst – nowy rynek obligacji prowadzony na platformach GPW i BondSpotu. Powstał głównie z myślą o instrumentach nieskarbowych: obligacjach komunalnych, korporacyjnych, czy też listach zastawnych. Szczególnie obligacje emitowane przez firmy ze względu na wyższe oprocentowanie są dużo atrakcyjniejsze niż lokaty bankowe i obligacje skarbowe. Rekordziści zapewniają oprocentowanie w wysokości 17%. Oczywiście nie ma nić za darmo, jak zwykle w parze z większym zarobkiem idzie też wyższa niepewność jego uzyskania. Wskazówką w oszacowaniu potencjalnego ryzyka jest ocena nadawana obligacjom przez agencje ratingowe, które dokładnie badają kondycję emitenta pod kątem zdolności spłaty zobowiązań (wykupu obligacji).

             Od narodzin Catalyst minęło już 10 miesięcy i rynek ten stopniowo wychodzi z okresu niemowlęcego. Kiedy raczkował, podstawowym mankamentem była niska płynność. Teraz Catalyst powoli staje na dwóch nogach. Pojawiają się nowi emitenci. Liczba notowanych papierów, a co za tym idzie możliwości wyboru rosną. W lipcu zanotowano rekordowy wzrost transakcji, ich łączna liczba w trakcie miesiąca sięgnęła prawie 400. Obroty wygenerowane przez handel pozostały zaś na poziomie dość przeciętnym. Średnia wartość transakcji zatem maleje, a to jest dowodem, że mniejsi gracze dostrzegli nowe możliwości i stopniowo oswajają się z nowym rynkiem.

 

 180810 - catalyst

 źródło: opracowanie własne na podstawie www.gpwcatalyst.pl

          

           Czy warto się nim zajmować?  Myślę, że tak. Oczywiście jeśli ktoś nie interesował się obligacjami wcześniej, rozeznanie się w temacie kosztować będzie trochę czasu i wysiłku, nie jest to jednak materia specjalnie skomplikowana. Pojęcia takie jak: termin wykupu, rentowność, okres odsetkowy czy cena rozliczeniowa obligacji już samą nazwą tłumaczą wiele. Wątpliwości rozwieją materiały dostępne w internecie, chociażby na stronie głównej Catalyst. Korzystanie z możliwości, jakie oferuje rynek długu znacznie poszerzy nasze możliwości inwestycyjne i pozwoli chociażby na większą dywersyfikację portfela, co zapewni większe bezpieczeństwo naszemu kapitałowi. Odsetki są tu z reguły większe niż  w bankach, a dzięki możliwości odsprzedaży obligacji, pieniądze dostępne są niemal w każdej chwili. Oczywiście ceny obligacji też się zmieniają, ale w bardzo ograniczonym zakresie, a zmienność zmniejsza się wraz z terminem wykupu. Kupując zaś papiery z nastawieniem trzymania ich do samego końca, wahania kursów w ogóle nie muszą nas interesować. Rzecz jasna, jeżeli w międzyczasie emitent nie popadnie w tarapaty, wtedy stworzy się pole do spekulacji. Jeśli komuś zależy na stosunkowo bezpiecznej inwestycji i uzyskiwaniu stabilnych zysków, rynek obligacji może bardzo dobrze spełnić te oczekiwania.

11 komentarzy

  1. avatar

    One knows that our life seems to be high priced, but people require money for various stuff and not every one earns enough cash. Thence to get some mortgage loans or car loan would be a right way out.

  2. avatar

    no i dobrze, niech sie rozwija, bo na razie to marnie wyglada. wlasnie sobie zerkam, ale papierow malo i ta plynnosc jeszcze dalej slaba

  3. avatar

    Ten rynek stanowi wazna alternatywe dla rynku lokat bankowych (od strony inwestora) i kredytow (od strony firm) i bedzie sie rozwijal co zreszta widac juz na przykladzie naszego rynku. Na razie nie ma tam jeszcze duzo firm ale z czasem bedzie ich przybywalo.

  4. avatar

    to nie do końca chodzi o pewność, ile o więcej możliwości i dyfersyfikację. Na rozwiniętych rynkach obligacje firm czy krótka sprzedaż były od dawna, my dopiero powoli gonimy, ale to krok w dobrym kierunku

  5. avatar

    najpewniejszą inwestycją to jest chyba zakup ziemi, ta nigdy nie tanieje. to jednak nie jest wyjście na krótki okres. ceny wysokie, no i jest problem z plynnością

  6. avatar

    problem w tym, ze jak sie gospodarka sypnie to dane historyczne niewielkie beda mialy znaczenie. Tyle tylko, ze akcji tez to dotyczy, a posiadacze obligacji maja pierwszenstwo przed akcjonariuszami przy podziale majatku w przypadku plajty

  7. avatar

    Ja uważam, że w przypadku obligacji korporacyjnych najlepiej samemu zrobić sobie analizę finansową takiego przedsiębiorstwa, posiadając dane historyczne na temat chociażby płynności oraz wiedzę na temat wzrostu danego segmentu rynku i udziału spółki/emitanta w nim, możemy zapewnić sobie w miarę bezpieczne papiery.

  8. avatar

    ryzyko obligacji korporacyjnych zawsze jest wieksze od rzadowych, dlatego firmy placa wieksze odsetki. jak ktos sie boi ryzyka to powinien trzymac sie z dala od wszystkich rynkow finansowych i ladowac wszystko w lokaty. rozumiem kimi, ze kupujesz akcje tylko takich firm, w ktorych masz kogos “w srodku”? no chyba, ze w ogole boisz sie gieldy i jestes tylko teoretykiem malkontentem, albo przedstawicielem jakiegos banku…

  9. avatar

    Zeby kupic obligacje jakiejs firmy za wieksza kwote swoich oszczednosci to trzeba ja dobrze znac najlepiej przez kogos ze srodka. Inaczej moze okazac sie ze podjete ryzyko nie bylo warte osiagnietego wyniku. Ryzyko obligacji korporacyjnych jest wieksze niz obligacji rzadowych a jak koniunktura dla branzy w ktorej dziala firma pogorszy sie moze byc klopot z odzyskaniem pieniedzy.

  10. avatar

    papierów skarbowych nigdy nie kupowałam, bo oprocentowanie jest śmiesznie niskie, a i tak zabierają sobie spowrotem te przeklęte 19%, ale obligacje korporacyjne są ciekawą alternatywą. Gorzej, że kryzys może wrócić i wtedy firmy znowu mogą mieć problemy z wypłacalnością…

  11. avatar

    ja zaryzykowalem i kupilem pierwsze obligacje, jak jeszcze plynnosc byla duzo mniejsza. na razie jestem zadowolony. wstyd sie przyznac, ale zarobilem na tym wiecej niz ostatnio na akcjach. tu jakos nie mam szczescia:/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.