Wycisnąć trend

             Na sukces na giełdzie składa się wiele czynników: system transakcyjny, linie obrony, konsekwencja, dyscyplina, zarządzanie kapitałem, panowanie nad emocjami itp. Złożenie tej układanki w sprawną i działającą bez zgrzytów maszynę nie jest proste. Jednym z niedocenianych jej elementów jest umiejętne budowanie zaangażowania w rynku. Tak, aby wraz z dojrzewaniem trendu zyski rosły coraz szybciej. Skuteczne zarządzanie wielkością pozycji da szansę wyciśniecia z rynku jak najwięcej.

            Rynek terminowy łatwy na pewno nie jest. Nagłe zwroty, szybkość zdarzeń, gwałtowny przyrost zysków bądź strat to tutaj chleb powszedni, który obciąża psychikę dużo bardziej niż inwestowanie w akcje. Wiedzą o tym wszyscy, którzy choć raz próbowali swoich sił na rynkach „wzbogaconych” dźwignią finansową. Fałszywe sygnały i nieudane transakcje trafiają się tutaj seriami. Często, gdy już nasz system zadziała i okaże się, że mieliśmy rację i dobrze przewidzieliśmy przyszły kierunek, to rynek przekornie potrafi się jeszcze cofnąć dokładnie tyle, żeby wyrzucić nas na linii obrony.

            Wśród zamętu sprzecznych ruchów i gąszczy sygnałów trafiają się jednak i prawdziwe perełki, kiedy w odpowiednim momencie wskoczymy do pociągu pod przyjemną nazwą „trend”. To wymarzona sytuacja szczególnie, gdy kurs konsekwentnie podąża w obranym kierunku przez dłuższy czas. Wtedy zyski rosną, ciesząc i gojąc poranione wcześniejszymi stratami serce tradera. Oczywiście, jak to często bywa, w takiej sytuacji największego wroga napotykamy w samym sobie, kiedy przychodzi nam wybierać pomiędzy przysłowiowym wróblem w garści i gołębiem na dachu. Czasami błędnie obstawiamy opcję pierwszą i wysiadamy na najbliższej stacji, obserwując z żalem jak pociąg się rozpędza i znika za horyzontem. Niby wiemy, że powinniśmy postępować jak zimna i pozbawiona uczuć maszyna, konsekwentnie trzymając się obranej strategii, jednak często emocje biorą górę. Tymczasem taki uparty giełdowy ciąg warto wykorzystać i wyrwać trendowi jak najwięcej.

            I tu może pomóc nam strategia zarządzania wielkością pozycji, czyli takie dobranie ilości kontraktów, by maksymalizować potencjalne zyski, ograniczając równocześnie nieuniknione straty. Od zbytnich obsunięć kapitału bronić powinna nas zasada ograniczenia ryzyka w jednej transakcji. W literaturze przyjmuje się, iż jednorazowo nie powinno się  ryzykować więcej, niż kilka procent posiadanego kapitału. Najczęściej zaleca się 1 czy 2%, niektórzy praktycy ryzykują nawet do 5%. Większe liczby spotyka się rzadko, traktowane są bowiem jako rynkowe samobójstwo. Seria nietrafionych transakcji może nam bowiem skutecznie wybić z głowy rynki terminowe.

            Dzisiaj będzie jednak o rzeczach przyjemniejszych, czyli o maksymalizacji zysków. Kiedy trafimy już w silny trend, wraz z jego rozwojem można się pokusić o zwiększanie zaangażowania w rynku, wykorzystując w ten sposób m.in. już zarobione pieniądze. Opracowanie konkretnego indywidualnego modelu jak tego dokonywać zależy od kapitału, psychiki i preferencji każdego gracza. Teoria podpowiada nam jednak pewne rozwiązania. Do najprostszych, a zarazem najpopularniejszych należą:

–         powiększanie pozycji o stałą liczbę kontraktów (np. 3+3+3)

–         piramida (w różnych wariantach):

a)      za każdym razem dokupujemy dwukrotnie mniejszą liczbę kontraktów (np. 4+2+1);

b)      dokupujemy ilość kontraktów stanowiącą połowę już otwartych pozycji (np. 4+2+3);

–         odwrócona piramida (kupno dwukrotnie większej liczby kontraktów po każdym kolejnym sygnale, np. (1+2+4).

             Sprawdźmy jak strategie te sprawdzałyby się w praktyce podczas wakacyjnego trendu wzrostowego. Sam system oraz momenty wejścia i wyjścia z rynku są kwestią umowną i to nie one są w tym przykładzie istotne. Chodzi głównie o porównanie ruchów kapitału. Dlatego też wskazane zostały dwa alternatywne momenty wyjścia z rynku. Dzięki temu możemy zobaczyć jak szybko w poszczególnych strategiach topnieją zyski.

            Za sygnały transakcyjne przyjmiemy wybicia z technicznych formacji i ponad maksima wyznaczające początki ruchów korekcyjnych. Graficznie przedstawia je poniższy wykres. Od początku lipca wystąpiło w sumie pięć sygnałów (zaznaczone na wykresie strzałkami). Trzy pierwsze inicjowały kupno kontraktów, ostatnie dwa sugerowały zamknięcie wszystkich pozycji. Przy transakcjach kupna uwzględniamy 10pkt. poślizg cenowy, który jest też naszym filtrem fałszywych sygnałów. Wyjście z rynku następowało zaś po cenie zamknięcia. Owe sygnały to kolejno:

260810 - szp (wykres)

 

1.      Przełamanie linii szyi formacji odwróconej głowy i ramion z 12 lipca, sygnał kupna na MACD (poziom sygnału: 2360pkt., kupno na 2370pkt.);

2.      Zakończenie korekty i wybicie ponad dotychczasowe maksima trendu z 20 lipca (sygnał na 2426pkt. kupno na 2436pkt.);

3.      Wyjście ponad lokalny szczyt oznaczający koniec drugiej korekty. 2 sierpnia (sygnał; 2514pkt., kupno na 2524pkt.).

4.      Pierwszy, słaby jeszcze sygnał sprzedaży. Wysłany, gdy rynek wybija się z konsolidacji przy szczycie trendu i schodzi poniżej maksimów drugiej z korekt. 10 sierpnia. Wyjście z rynku po cenie zamknięcia (2504pkt.).

5.      19 sierpnia. Zamknięcie poniżej wsparcia przy ostatnim lokalnym dołku. Wcześniej przełamana została linia trendu wzrostowego, mocny sygnał sprzedaży potwierdzony przez MACD. Likwidacja wszystkich długich pozycji. Zdecydowana ucieczka z rynku na zamknięciu (2454pkt.).

 

           Teraz przyjrzyjmy się poniższej tabeli, która opisuje wyniki na poszczególnych strategiach i na tym przykładzie spróbujmy wyciągnąć jakieś ogólniejsze wnioski (ilości otwieranych kontraktów zostały dobrane tak, aby pod koniec trendu zaangażowanie w rynku było zbliżone).

 260810 - szp

            Najprostsza jest oczywiście strategia przedstawiona jako pierwsza. Poziom ryzyka mierzony potencjalnym maksymalnym obsunięciem kapitału zależy od wielkości otwieranej pozycji i przyjętej linii obrony. Parametry te można dowolnie zmieniać, dostosowując do naszych preferencji. Ponieważ po każdym sygnale dokładamy taką samą liczbę kontraktów, wraz z posuwaniem się trendu nasze zaangażowanie i zyski rosną coraz szybciej. Niestety, gdy rynek zawróci obraca się to przeciwko nam, a uzbierany kapitał równie szybko topnieje. Stąd w tej strategii istotne jest właściwe wyznaczanie linii obrony przy otwieraniu kolejnych pozycji. Można np. przyjąć taką zasadę, iż zyskowna do tej pory transakcja nie może zakończyć się stratą.

             Druga opcja to piramida polegająca na otwieraniu po każdym kolejnym sygnale o połowę mniejszej liczby kontraktów. Tutaj potrzebny jest spory kapitał, gdyż najwięcej pozycji otwieramy na początku trendu, wtedy też ponosimy największe ryzyko błędnego sygnału. Później stosunek pozycji zarabiających do nowo otwieranych wzrasta, stąd wraz z rozwojem trendu niebezpieczeństwo jest coraz mniejsze, a po zwrocie początkowo tracimy najmniej. Ceną za to jest słabnąca dynamika zysków.

            Tego problemu nie ma w przypadku drugiej wersji piramidy, gdzie liczba nowych pozycji jest połową już posiadanych. W tym przypadku początek jest podobny, gdyż ryzykujemy stosunkowo dużo. Czym trend trwalszy, tym nasze bezpieczeństwo rośnie, a ponieważ wzrasta też ilość nowo otwierancych kontraktów, zyski rosną coraz szybciej. Nie ma jednak nic za darmo. Po zwrocie tempo narastania strat jest stosunkowo duże.

            Pod tym względem rekordzistką jest jednak strategia ostatnia, czyli tzw. odwrócona piramida. Jej zaletą jest przede wszystkim niskie ryzyko przy wejściu na rynek, zaczynamy bowiem z minimalną liczbą kontraktów. Tutaj niebezpieczeństwo wzrasta wraz z rozwojem trendu. Przy kolejnych sygnałach kupna otwieramy bowiem coraz większą liczbę pozycji, co powoduje szybką dynamikę zysków, ale i największe straty, kiedy rynek zawraca. Każdy trend zaś kiedyś się kończy. W tym przypadku linia obrony powinna być szczególnie ciasna, aby udana transakcja nie przerodziła się w klęskę.

            Przedstawione przykłady, to oczywiście strategie modelowe. Każdy z graczy może je dowolnie mieszać i modyfikować dostosowując do swoich potrzeb, preferencji oraz oceny sytuacji rynkowej. Jeśli w końcu rynek rozwinie się w trwalszy trend, dzięki odpowiedniemu zarządzaniu wielkością pozycji możemy wyrwać rynkowi jak najwięcej punktów.

12 komentarzy

  1. avatar
    homosapiens,

    zawsze można bazować na automacie, wtedy emocje są wyeliminowane. ja jednak wolę subiektywną ocenę człowieka i wydaje mi się, że umysł ludzki dalej przebija maszynę

  2. avatar

    wszystko to niestety tylko teorie, a w rzeczywistosci emocje robia swoje. wydaje mi sie, ze jak sie zaczyna grac, to lepiej poprzestac na 1 kontrakcie, a jak bedzie wychodzic i zarobimy to dopiero zwiekszac. tu potrzebna jest duza praktyka. ja na poczatku sporo stracilem i teraz dopiero powoli udaje mi sie odkuwac.

  3. avatar

    moim zdaniem dosc dobrze sprawdza sie prosta jak drut metoda okreslania ilosci kontraktow w kolejnych transakcjach. Wystarczy zalozyc ze na kazde 5 tys zl ktore przybywa na naszym rachunku mozemy zainwestowac dodatkowy kontrakt. I tak przy 10 tys kapitalu na rachunku 1 kontrakt przy 15 tys 2 kontrakty przy 20 tys 3 kontrakty itd. Zwiekszamy ilosc kontraktow tylko jesli nasza strategia sie sprawdza i zarabiamy. W przeciwnym wypadku zmniejszamy ilosc kontraktow.

  4. avatar

    czyli swoj pierwszy milion mozna zarobic (na rynku terminowym) dopiero po zarobieniu pierwszego miliona gdzie indziej:)

  5. avatar

    Wiadomo ze rynek terminowy zostal wymyslony do zabezpieczania pozycji w aktywach bazowych jednak mozliwosci ktore oferuje sa godne uwagi. Jesli ktos jest cierpliwy i pozbawiony chciwosci oraz strachu moze na tym rynku zarobic gore pieniedzy. Caly jednak paradoks spekulacji na tym rynku polega na tym ze im kto bardziej pragnie szybkiego wzbogacenia sie i im bardziej przywiazany jest do pieniedzy tym mniejsze szanse ze je zarobi.

  6. avatar

    Trzeba pamietac ze rynek terminowy zostal wymyslony do transakcji zabezpieczajacych i nie do spekulacji. Ta pojawila sie pozniej jako dodatkowa mozliwosc z ktorej malo kto potrafi skorzystac.

  7. avatar

    Caly problem z metodami zarzadzania wielkoscia pozycji polega na tym ze nie wiemy ktora z nich w warunkach rynkowych ktore dopiero sie wykreuja bedzie ta najlepsza. Nie moze wiec byc mowy o optymalnej metodzie zarzadzania wielkoscia pozycji. Kazdy musi sam wybrac metode ktora niesie ze soba male koszty psychiczne.

  8. avatar

    wszystko to ladnie sie uklada. tyle tylko, ze do zbudowania piramidy potrzebna jest duza kasa. chyba, ze ktos gra na platformie, gdzie moze obracac ulamkowymi czesciami kontraktow. sama idea warta rozwazenia

  9. avatar

    Rzeczywiscie metody zarzadzania wielkoscia pozycji to wazny element strategii inwestycyjnej i od tego jaka metode wybierzemy zalezy wielkosc wyniku koncowego. Jednak nie nalezy zapominac ze sam system zawierania transakcji tez jest bardzo wazny. Najpierw musimy miec metode inwestycyjna ktora da nam dodatni wynik liczony w punktach a pozniej mozemy do tego dopasowywac rozne metody zarzadzania wielkoscia pozycji. Oprocz wyzej przedstawionych metod zarzadzania wielkoscia pozycji sa jeszcze inne. Np metoda stalego ryzyka procentowego. Polega ona na tym ze za kazdym razem kiedy wchodzimy na rynek przy ustalonej linii obrony ryzykujemy tylko stala wartosc kapitalu np. 1%. Jesli posiadamy na rachunku 100 tys to w jednej transakcji mozemy straci maksymalnie 1 tys zl. Ta metoda dosc dobrze sie sprawdza i jest prosta w obsludze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.