Wyniki ważne, ale niekoniecznie najważniejsze

             Skończyło się półrocze, rozpoczął sezon publikacji wyników finansowych w II kwartale. Jako pierwsze swoje raporty publikują spółki amerykańskie. Najbliższych kilka giełdowych tygodni upływać będzie w cieniu informacji napływających zza oceanu, które mogą rozwiać lub wzmocnić obawy o trwałość gospodarczego ożywienia, wpływając na nastroje na amerykańskich giełdach. Te zaś wyznaczają kierunek dla całego świata. W obecnych czasach z Wall Street na GPW jest już bardzo blisko. 

            Tradycyjnie, jako pierwsza swój raport opublikowała Alcoa. Wyniki okazały się dobre, dobre są też rokowania na przyszłość. Największy producent aluminium na świecie zanotował zysk w wysokości 13 centów na akcję, przewidywania mówiły o 11 centach. O 22% wzrosły też przychody i, co chyba najważniejsze, spółka podwyższyła prognozy wzrostu popytu na aluminium w tym roku z 10 do 12%. Kurs akcji zareagował pozytywnie, w handlu posesyjnym papiery spółki zyskały 3,5%.

            To był dopiero pierwszy raport, ale dobrze wpisuje się w rynkowe oczekiwania i w pigułce prezentuje to, czego rynki spodziewają się po całym sezonie. W maju analitycy przepytani przez Tomson Reuters szacowali wzrost zysków spółek z S&P 500 o 27% w ujęciu rok do roku. Tuż prze pierwszymi publikacjami agencja Bloomberg zakładała już wzrost rzędu 34%. Od początku miesiąca światowe giełdy radzą sobie wyraźnie lepiej, być może dyskontując właśnie tę poprawę.

            Czy polepszenie sytuacji przedsiębiorstw może utrwalić lipcowe wzrosty i podnieść rynki jeszcze wyżej? Ostrożności uczą świeże nadal doświadczenia z przed trzech miesięcy. Wtedy spółki z indeksu S&P 500 zanotowały wzrost zysków aż o 52%. Poprawa wręcz gigantyczna, w dużej mierze wynikająca jednak z tzw. efektu bazy (wyniki były porównywane z jednym z najgorszych kwartałów światowego kryzysu). Okazało się, że to nie wystarczyło do utrzymania pozytywnych nastrojów na rynkach. Początek sezonu publikacji przekornie zbiegł się z wyznaczeniem obowiązującego do dzisiaj szczytu kilkunastomiesięcznej hossy i mocnymi spadkami na giełdach (wystarczy rzut okiem na wykres poniżej).

Wykres indeksu WIG. Czerwona linia wyznacza pierwszy dzień publikacji zaskakująco dobrych raportów z amerykańskich spółek za Ikw.2010r.

wig.140710

 

            Przykład ten uczy, że to nie aktualna sytuacja firm może być najważniejsza. Poprawa wyników giełdowych spółek była już najwyraźniej uwzględniona w cenach. Giełdy zaś zawsze starają wyprzedzać rzeczywistość i uprzedzać fakty. Trzy miesiące temu ożyły obawy o nawrót kryzysu, karmione obficie przez pogłębiające się problemy fiskalne państw ze strefy euro. I to właśnie ta niepewność przyszłości zaważyła. Jej odbiciem były przecena na światowych giełdach.

            Obniżka cen zmieniła wprawdzie sytuację. Teraz akcje na Wall Street są relatywnie tańsze. Stosunek ceny do zysków prognozowanych na 2010r. w kwietniu wynosił 15,3. tuż przed obecnym sezonem spadł poniżej 13. Interesującą zależność pomiędzy zyskami spółek a wykresami indeksów przedstawił Mariusz Puchałka w swoim tekście z 25 stycznia (http://blog.ingsecurities.pl/2010/01/sezon-wynikow-finansowych-prawde-ci-powie/#more-190).

          Atrakcyjne wyceny mogą zatem stanowić podwaliny pod powrotu kapitału na rynek. Ten jednak przede wszystkim poszukuje wskazówek precyzujących przyszłość. W tym kontekście ważniejsze od samych wyników mogą być prognozy przyszłej koniunktury, prezentowane przez spółki. Wizja kolejnych kwartałów może obawy spotęgować bądź też lekko je wyciszyć. Inwestorzy potrzebują wzmocnienia nadziei, iż ożywienie gospodarcze będzie postępowało, a poprawa jest trwała. Raporty firm mogą np. rzucić nieco światła na przyszłą sytuację na amerykańskim rynku pracy. Ten podnosi się bowiem bardzo powoli, napływające zza oceanu dane seryjnie rozczarowują. Kilkunastomiesięcznej hossie towarzyszył jedynie niewielki wzrost etatów, do odrobienia strat z czasów kryzysu droga jeszcze daleka. Stabilny przyrost zatrudnienia i co za tym idzie, popytu konsumenckiego, jest niezbędny do utrzymania tempa wzrostu. Spółki muszą zatem zatrudniać nowych pracowników.

         Na koniec wróćmy na własne podwórko, skrupulatnie wytykając jego ułomności. Amerykańskie spółki ujawnią informacje finansowe przed końcem lipca, u nas czekać trzeba będzie nawet miesiąc dłużej. To efekt nowych regulacji wprowadzonych przed rokiem. Zgodnie z nimi firmy nie muszą publikować raportów za drugi kwartał. Wystarczy raport półroczny, na którego publikację przewiduje się dwa miesiące. Tymczasem wartość zawartych w nim informacji spada wraz z upływem czasu.

11 komentarzy

  1. avatar
    teoretyk,

    wyniki pokazuja “co bylo”, a nie “co bedzie” i dlatego maja male znaczenie. rozczarowanie albo radosc po niespodziewanych wynikach szybko dostosowuja ceny (przy zalozeniu efektywnego rynku) i wartosc raportow szybko spada.

  2. avatar

    ooo… mamy zwolennika teorii bladzenia losowego. profesor? na akademii ekonomicznej uczyl mnie jeden profesor, specjalista od rynkow terminowych, zwolenik bladzenia losowego i analizy fundamentalnej. probowal inwestowac w kontrakty na podstawie fundamentow (sic!). moja kumpela pracowala w biurze maklerskim, gdzie mial konto. w rok stracil 0,5 mln zeta.

  3. avatar

    W dluzszym terminie wyniki maja wplyw na notowania natomiast im krotszy okres inwestycji tym wynik inwestycji zalezny od wiekszej liczby parametrow a swoim rozkladem przypomina rozklad normalny. Prawdopodobiesntwo tego ze notowania wzrosna/spadna o np. 3% w ciagu 10 sesji jest dosc wysokie jednak nie mozemy okreslic kierunku tego ruchu gdyz jest to proces prawie losowy.

  4. avatar

    no i wczoraj doczekalismy sie slabszych wynikow m.in goldman sachs, i co? i wall street ruszyla w gore. korelacja pomiedzy wynikami, a gielda, to moze i jest, ale ujemna :)))

  5. avatar

    Ne mozna mowić , że zawsze bo jeśli chodzi o I kw. 2010 to juz na przykład spólka Alcoa rozczarowała inwestorów: prognoza była na 5,23 mld dol. przychodów a wynik rzeczywisty był zaledwie na 4,89 mld dol.

  6. avatar

    Ja tam nie wiem. W USA to zawsze twierdza ze wyniki sa dobre, albo lepsze od prognoz. Maja na to sposob. Obnizaja prognozy i potem spółki mają raporty lepsze od oczekiwań. Mam wrazenie ze to wszystko jest jakby odgórnie sterowane, żeby nie było zaskoczenia dla rynku i inwestorów. No chyba, że zaskoczenie in plus, to jak najbardziej. Cała Ameryka….

  7. avatar

    Wyniki przedsiębiorstw to jedno a wyniki gospodarek to ” druga” istotna sprawa, która ma może mieć wpływ na zachowanie się inwestorów na światowych giełdach. Ma to odzwierciedlenie obecnie na rynku amerykańskim, gdzie firmy maja “atrakcyjne” wyniki za II kw. ale dane makro nie zachwycają.

  8. avatar

    zgadza sie, wyniki sie nie licza tylko opinia o przyszlosci. boa i citigroup padaly wyniki lepsze od prognoz i zaliczyly ostry zjazd, a razem z nimi cala wall street.

  9. avatar
    realista34,

    wyniki czesto przekraczaja “oczekwania”, a na szczytach hossy to nawet regula…

  10. avatar

    Wczoraj raport zapodal JP Morgan jako pierwszy duży bank. Bardzo dobry wynik (choć mówią, że podrasowany) podobnie jak Intel i Alcoa. Rynek jest rozgrzany. Rekordowo wysoka dynamika wzrostu indekśów w poprzednim tygodniu daje do myślenia. Czyżby powrót do wzrostów? W sumie narzekają, że gospodarka za słabo sie rozwija, a tu takie dobre wyniki. Może znowu te kreatywne księgowe sie uaktywniły -)))

  11. avatar

    ano. dane z raportów są wtórne, a gra na giełdzie to spekulacja przyszłością. tutaj zaś i prognozy poszczególnych spółek mogą wziąć w łeb, podobnie jak przereklamowana i zupełnie nieskuteczna analiza fundamentalna. zbyt dużo zmiennych, nie tylko losowych. to jak przewidzieć nieprzewidywalne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.