Mafia kręci na giełdzie

            W tytule nie chodzi bynajmniej o nowy hollywoodzki film opowiadający historię jednego z sycylijskich rodów, a o realną rzeczywistość. Gangi coraz bardziej interesują się warszawską giełdą. Takie towarzystwo rodzi zaś podejrzenia, czy aby razem z pieniędzmi na parkiet nie trafiają też mafijne maniery.

 

            Poniedziałkowy „Dziennik Gazeta Prawna” zamieścił artykuł na temat wyników badań przeprowadzonych przez poznańskiego doktora Zbigniewa Rau wśród świadków koronnych. Cóż to może mieć wspólnego z giełdą? Otóż wbrew pozorom, może. Okazało się iż przestępczość zorganizowana jest żywotnie zainteresowana grą giełdową, jako sposobem na zarabianie pieniędzy.

           Na pytanie: w jakich obszarach działają najczęściej w Polsce zagraniczne organizacje przestępcze? – w sondażu pojawiły się niepokojące odpowiedzi mówiące o przestępstwach przy prywatyzacji mienia państwowego i przestępstwach giełdowych. Gangi wchodzą na warszawską giełdę, szukając nowych obszarów generowania zysków. GPW dołączyła w ten sposób do wielce szacownego grona, w którym prym wiodą: produkcja i przemyt narkotyków, nierząd, handel bronią, pranie pieniędzy, wymuszanie okupów itp.

            Hmm… ciekawostka niewarta uwagi poważnych i uczciwych giełdowych inwestorów? Może tak, a może nie. Pomijając nieco cyniczną radość z napływu nowego kapitału, warto zastanowić się nad innymi następstwami zainteresowania środowiska przestępczego giełdą. Spróbujmy sobie wyobrazić inwestycyjne preferencje i giełdowy profil typowego gangstera. Większość uczciwych ludzi zna takie osoby tylko z ekranu, ze skądinąd doskonałych filmów amerykańskich reżyserów włoskiego pochodzenia (Copolla, Scorsese, de Palma). To nie jest dobry przykład, sycylijski mafioso z dziada pradziada w swoich działaniach kierował się dobrem rodziny i jakkolwiek pojmowanym, ale jednak honorem. Obecni następcy Don Corleone wartości preferują raczej odmienne. Liczy się przede wszystkim pieniądz, a droga do jego pozyskania powinna być jak najkrótsza. Zasady i prawa istnieją zaś tylko po to, aby ich łamanie przysłużyło się w osiągnięciu celu. „Zwykłego” zjadacza giełdowego chleba od nieetycznych, nieuczciwych i niezgodnych z prawem działań powstrzymują bądź to zasady moralne, bądź groźba kary, bądź też po prostu ograniczenia finansowe. W przypadku „zawodowców” żaden z tych hamulców nie obowiązuje. Dlaczego więc giełda, w dodatku polska, zaczyna się jawić jako godna zainteresowania międzynarodowych bossów? Wytłumaczenie w postaci długofalowego inwestowania i nadziei na niepewne zyski jakoś nie przekonuje. Tym bardziej, iż pod kątem zwrotu z kapitału giełda raczej nie może konkurować z „tradycyjnymi” obszarami działalności mafii.

            Nasuwa się więc podejrzenie o próbę przeniesienia codziennych zwyczajów na parkiet tzn. wykorzystywania wszelkich, w tym nielegalnych, środków do osiągnięcia celu głównego, jakim jest szybki zarobek. Na myśl przychodzi od razu możliwość manipulacji, a szczególnie tzw. „wirówek”, czyli sztucznego i krótkotrwałego windowania kursów walorów jakiejś pomniejszej spółki. W takich przypadkach giełdowa grawitacja przestaje istnieć, a rzeczywista sytuacja firmy już się nie liczy. Ceny akcji dawno przez inwestorów zapomnianych potrafią zyskać w ciągu paru sesji nawet kilkaset procent i to bez żadnej fundamentalnej informacji uzasadniającej tak znaczny wzrost rynkowej wyceny. Po pierwszym okresie zdumienia i niewiary, do rajdu przyłączają się coraz większe rzesze inwestorów skuszonych niewiarygodnie szybko rosnącymi zyskami. Meta zazwyczaj wypadała niespodziewanie i ceny bardzo szybko powracają do punktu wyjścia. Ci zaś, którzy dali się wciągnąć w tę nieczystą i z góry przegraną grę, pozostają z plikiem akcji spółki najczęściej mało perspektywicznej, których w dodatku nikt nie chce od nich odkupić. W ten sposób pieniądze szybko przepływają z rąk naiwnych i biernych do rąk świadomych i sprawczych. Tym, którzy giełdą interesują się od dłuższego czasu, regularne pojawianie się takich giełdowych meteorów jest doskonale znane. Dzięki płytkości rodzimego rynku akcji, do rozkręcenia takiej „wirówki” w przypadku mało płynnych spółek nie jest potrzebny wcale jakiś bajeczny kapitał.

            Według dziennikarzy „Dziennika Gazeta Prawna” podejrzenia te potwierdzają policjanci z pionu ds. przestępczości gospodarczej Komendy Stołecznej. Przyznają oni, iż docierają do nich informacje o próbach manipulowania akcjami na giełdzie. Gangi działają przez podstawione osoby tzw. „słupy”, które giełdowe zlecenia składają we własnym imieniu i na własne nazwisko. Dzięki temu odpowiedzialność się rozmywa, a ukaranie winnych trudnych do udowodnienia przestępstw giełdowych jest jeszcze cięższe. Od 1997r. KNF, odpowiedzialna za nadzór nad giełdą złożyła do prokuratury 70 zawiadomień o popełnieniu przestępstwa. Dotychczas najwyższym wyrokiem było 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata.

           Większość inwestorów zapewne stwierdzi, iż to kara daleko niewystarczająca za kradzież ich oszczędności. Pozostaje nauczka, aby do niespodziewanych eksplozji kursów podchodzić z należytą ostrożnością. Oby przełożyło się to na większa świadomość zarówno samych mechanizmów rynkowych, jak i obecność zagrożeń, czasami prokurowanych celowo.  Lepiej wszak stracić okazję niż pieniądze.

3 komentarzy

  1. avatar

    Mysle ze w tej sytuacji dobry jest zdrowy rozsadek. Jak rosnie gwaltownie bez powodu i to na malej spolce to lepiej sie za to nie brac. A jak ktos nie umie usiedziec na miejscu jak cos pompuja to pozniej moze miec pretencje do samego siebie. Chciwosc to bardzo negatywna emocja i nie bez powodu bozia umiescila ja wsrod grzechow glownych na drugim miejscu po pysze.

  2. avatar

    KNF reaguje tylko wtedy gdy jak wol jest napisane ze ktos manipuluje spolka a ile tego typu spraw dzieje sie po cichu niejako w tle Bog jeden raczy tylko wiedziec. Coz nie ma latwego zadania KNF kto by to cale stadko upilnowal:)

  3. avatar

    Mysle ze jak by dobrze poszukac to nie trzeba siegac az do mafii zeby znalezc kilka przykladow podkrecania kursow. Wystarczy kilku sprytnych chlopcow co maja kilkanascie rachunkow i razem jakies dwa miliony zeby krecic wieloma spolkami jak im sie podoba. Oczywiscie trzeba to robic umiejetnie tak zeby sie nie mozna bylo zorientowac kto tak naprawde pompuje te kursy. Mala liczba dotychczas ukaranych osob za tego typu machlojki nie swiadczy o tym ze to zjawisko jest marginalne tylko o tym ze jest je trudno wychwycic i udowodnic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.