Długa historia krótkiej sprzedaży

             Tropienie ułomności GPW nie jest może zajęciem najprzyjemniejszym (zaściankowość rodzimego parkietu powodem do radości być nie może), ale do zadań z gatunku trudnych też nie należy. Niektóre braki same rzucają się w oczy, a doskonale znane są już od lat. Do najważniejszych należy niedostępność  krótkiej sprzedaży dla rzeszy indywidualnych inwestorów.

 

             Korzyści z funkcjonowania mechanizmu krótkiej sprzedaży jest wiele. Dla grających na własny rachunek liczy się przede wszystkim jedna: odwrócenie typowej kolejności zawierania transakcji giełdowych (najpierw sprzedaż, potem kupno) pozwala zarabiać na spadkach cen akcji.

             Hossa nie trwa przecież wiecznie, a jej naturalnym następstwem jest okres giełdowej dekoniunktury. Rok 2008, kiedy szerokie grono zwabionych długim okresem wzrostów posiadaczy akcji z przerażeniem obserwowało pikujące w dół wykresy i chudnące portfele, boleśnie o tym przypomniał. Dla wielu jedynym wyjściem była wtedy ucieczka z rynku. Alternatywą dla akcji są wprawdzie rynki walutowe, towarowe lub terminowe. Dla części inwestorów są one jednak dużo mniej zrozumiałe (szczególnie rynek terminowy), a poza tym derywaty na skutek działania dźwigni finansowej niosą ze sobą nieporównanie większe ryzyko

            O ułatwieniu krótkiej sprzedaży na GPW mówiło się od lat. Temat po raz pierwszy, co również znamienne, pojawił się chyba po bessie, w 2002r. Od tego czasu wprowadzenie zmian w prawie obiecywały kolejne rządy, szersze wykorzystanie gry na spadki zapowiadała sama giełda. Temat zniknął, bo hossa przez lata wymazywała z umysłów pojęcie giełdowych spadków. Tradycyjnie też, wraz z nimi powrócił. W zeszłym roku GPW świętowała pełnoletność, ale w niektóre części giełdowego ciała nadal pozostają w powijakach. Krótka sprzedaż na rynku akcji dla Polaków jest tylko abstrakcyjnym, książkowym pojęciem. Pod koniec zeszłego roku ponownie mogliśmy obserwować kolejny odcinek serialu pt. „Krótka sprzedaż na GPW. Reaktywacja.”.

            Odpowiednie zmiany w regulaminie zostały już zaakceptowane przez Radę Giełdy. Według nich krótka sprzedaż traktowana byłaby jako standardowe zlecenie maklerskie wyróżnione jedynie specjalnym znacznikiem. Dopuszczone zostaną do niej walory spółek z WIG20 i najbardziej płynne akcje z mWIG40. Papiery zadeklarowane w transakcji trzeba przedstawić w dniu jej rozliczenia, czyli po trzech dniach od sprzedaży. Inwestorzy będą więc mieli alternatywę: albo tego samego dnia, którego zbyli walory na krótko, odkupią je na rynku, albo pożyczą papiery od innej instytucji. I tu wyłania się kolejna przeszkoda: restrykcyjne do tej pory przepisy mocno ograniczały rynek pożyczek papierów wartościowych. Zmienić ma to znowelizowana ustawa o obrocie instrumentami finansowymi, dodatkowo możliwość pożyczania akcji mają zyskać też OFE, które zasoby mają nieprzebrane.

            Wygląda na to, iż coś wreszcie drgnęło. Oby ponownie nie skończyło się tylko na obietnicach, historia uczy bowiem wstrzemięźliwości i przyjęcia postawy niewiernego Tomasza, czyli: „uwierzę jak zobaczę” (w tej sytuacji raczej „jak sprzedam”). Oby tym razem się udało, bo możliwość krótkiej sprzedaży potrzebna jest zarówno inwestorom, jak i samej giełdzie, która szumnie chwali się swoją wielkością i prześciganiem konkurencji w regionie. Nie da się jednakże długo biec kulejąc na jedną nogę, a brak krótkiej sprzedaży niewątpliwie czyni rodzimy parkiet kalekim.

8 komentarzy

  1. avatar

    zgadzam się z krytycznym – niestety posunięcia GPW mające na celu ochronę drobnych inwestorów to raczej PR, a faktycznych decyzji, które mogłyby chronić drobnych, ale zniechęcić dużych, zwłaszcza zagranicznych inwestorów się nie podejmuje (z drugiej strony trudno się dziwić – jak zagranica odejdzie, to obroty spadną, a jak spadną, to zacznie się rozliczanie – kto jest za to odpowiedzialny … i kółko się zamyka)

  2. avatar

    duzi z krotkiej sprzedazy korzystaja juz teraz, podobnie jak ze spekulacji na kontraktach, a maluczcy gubia sie w domyslach, w ktora strone tamci popchna rynek. tymczasem na spadkach akcji na kasowym zarabiac nie mozna, a szanse powinny byc rowne. co do kontraktow, to powinno istniec ograniczenie otwartych pozycji w jednych rekach i problem z glowy. ale to nierealne, GPW stracilaby wtedy sporo kasy z prowizji,

  3. avatar

    ale pamiętajcie, że krótka sprzedaż to będzie kolejne narzędzie w rękach dużych graczy lubujących się w giełdowej spekulacji, dzięki któremu będzie im łatwiej “szarpać” rynkiem – do tej pory musieli mieć akcje, aby je sprzedać próbując jechać z rynkiem na południe (lub robili to pośrednio, wywołując impuls spadkowy na kontraktach) – teraz będą mogli sprzedawać towar, którego nie mają – oj będzie się działo (to przecież właśnie z tego powodu w czasie ostatniego kryzysu finansowego na niektórych giełdach okresowo zabraniano krótkiej sprzedaży, aby zakusy globalnych spekulantów jeszcze bardziej niezdołowały rynków)
    Reasumując – krótka sprzedaż tak, ale są też minusy

  4. avatar
    chodorkowski,

    Zgadzam się, to kolejny przejaw dyskryminacji maluczkich. Krótka sprzedaż powinna być łatwo dostępna tez dla drobnych inwestorów. Kto nie chce niech nie sprzedaje, przymusu nie ma. Duzi od dawna grają na krótko i m.in. dlatego mogą trząść kontraktami i bezlitośnie wysysać pieniądze od drobnych ciułaczy.

  5. avatar

    No przecież jest napisane, że na dłużej będzie można pożyczyć. Ja jestem zwolennikiem krótkiej sprzedaży, przydałaby sie na gorsze czasy. Wolę meć też szerszy wybór niż tylko kontrakt, każda spółka zachowuje się inaczej i już moja w tym głowa, żeby wybrać dla siebie najbarrdziej odpowiednie.

  6. avatar

    “Papiery zadeklarowane w transakcji trzeba przedstawić w dniu jej rozliczenia, czyli po trzech dniach od sprzedaży. Inwestorzy będą więc mieli alternatywę: albo tego samego dnia, którego zbyli walory na krótko, odkupią je na rynku, albo pożyczą papiery od innej instytucji.”

    – bardzo krótka ta sprzedaż. jak ma być w takiej formie to lepiej, żeby jej wcale nie było.
    Zamiast otwierać krótkie pozycje na akcjach z wigu20 za np. 25 tys. zł lepiej otworzyć jeden kontrakt fw20 bez dźwigni. Tak samo z kontraktami na akcje – czy korzystanie z lewara to jakiś przymus jest ?

  7. avatar

    Rzadkim zjawiskiem byla na pewno wsrod inwestorow indywidualnych. Za to duze instytucje swietnie ja wykorzystywaly w czasie recesji. Tak przycisneli leszczy, ze wyploszyli chyba wszystkich. I co teraz maja ludzie zrobic, zeby zarobic na gieldzie? Kupowac!?

  8. avatar

    Rzeczywiscie taki wygodny mechanizm krotkiej sprzedazy by sie przydal, ale wydaje sie ze GPW nie bedzie sie z tym spieszyla. Popularnosc tego mechanizmu a co za tym idzie wplywy dla gieldy z tego tytulu moga byc male. Przyczyny chyba tkwia w psychice. Dotychczas dzialajaca krotka sprzedaz byla niezwykle rzadkim (jesli w ogole wystepujacym) zjawiskiem wsrod inwestorow.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.